Ja Katolik
Teologia zwykłego zjadacza chleba

Marguerite A. Peeters, Gender – światowa norma polityczna i kulturowa. Narzędzie rozeznania, tłumaczenie Leszek Woroniecki, Wydawnictwo Sióstr Loretanek, Warszawa 2013, s. 200 (streszczenie)

20 marca 2015

Po dostrzeżeniu ważnego problemu ideologii gender, którą chciano przeforsować w naszym państwie, tak jak i na całym świecie, bez dyskusji społecznej i niejako poza plecami zainteresowanych grup społecznych, głównie rodziców i autorytetów moralnych, wreszcie pojawiają się naukowe analizy samego zjawiska, które pozwalają ocenić go krytycznie i wyznaczyć strategie przeciwdziałania mu, próbując wyeliminować daleko idące, niebezpieczne skutki z nimi związane. Do takich analiz należy recenzowana tu praca belgijskiej pisarki Margueritte A. Peeters.
Autorka jest dyrektorem (belgijsko-amerykańskiego) Instytutu Dynamiki Dialogu Międzykulturowego (Institut for Intercultural Dialogue Dynamics) oraz profesorem Papieskiego Fakultetu Teologicznego Uniwersytetu Urbanianum w Rzymie. Od 1994 roku śledzi polityczny, kulturowy i etyczny rozwój globalnego zarządzania. Jak nas zapewnia nota autorska, jest ona autorką kilkuset raportów dotyczących tej tematyki oraz wydanej kilka lat temu książki pt. Globalizacja zachodniej rewolucji kulturowej. Kluczowe pojęcia, mechanizmy działania (2010), która również doczekała się polskiego wydania tego samego wydawnictwa, co obecnie recenzowana książka, czyli Wydawnictwa Sióstr Loretanek. M. A. Peeters jest ponadto konsultantką Papieskiej Rady ds. Kultury. Już po tej wstępnej wzmiance, widać że mamy tu do czynienia z nietuzinkową znawczynią zagadnienia globalnego zarządzania i ustalania nowego i alternatywnego (w stosunku do dotychczasowego, tj. chrześcijańskiego) porządku społeczno - moralnego świata. Jej książka o gender wpisuje się właśnie w ten nurt zagadnień, próbując dać jej obiektywną, wyczerpującą ocenę, i co ciekawe, z punktu widzenia nauki katolickiej. I na tym polega jej nieoceniona wartość, bo takich analiz jest wciąż jeszcze mało.
Polskie wydanie książki zostało podzielone na sześć rozdziałów, które poprzedzono czterema wstępami (bp. Henryk Hoser, ks. prof. Tadeusz Guz, kard. Robert Sarah), w tym ostatni samej autorki. Całość wieńczy pięć aneksów.

Wstęp wprowadza ogólnie w zagadnienie gender, podkreślając że mamy tu do czynienia z bardzo złożonym, niebezpiecznym i rozmytym ideologicznie problemem, który nie zawsze da się od razu wyłapać. Nie przypadkowo nikt go nie chce (a może i nie potrafi) nawet jednoznacznie zdefiniować, bo swym zasięgiem obejmuje wszelkie obszary życia społeczno-kulturowego, stając się w przedziwny sposób na naszych oczach swiatową normą polityczno-kulturową. Jej ogólny cel tzw. równości płci (gender quality) zmierza do zamazania wszelkich różnic biologicznych ludzi, w imię spreparowanej przez nią w gabinetach psychologów i psychiatrów nowej kulturowej tożsamości płciowej, stając się niebezpiecznym wyzwaniem dla całej cywilizacji ludzkiej. Podważa bowiem dotychczasowe fundamenty porządku społeczno-kulturowego i uderza przede wszystkim w małżeństwa i rodziny oraz w wartości z nimi związane.
Autorka obrała sobie dwa cele praktyczne w związku ze swoją książką.
- chce dać ludziom poszukującym prawdy o gender narzędzia do rozeznania jej kulturowej, dwuznacznej treści, by mogli oni zerwać z wszelkimi kompromisami i zaangażować się na drodze, która „w pełni szanuje dobro mężczyzny i kobiety, sprzyja ich jedności, ludzkiej płodności, duchowej i społecznej, ich rozwojowi i szczęściu, wreszcie rozwojowi ich kultur w tym, co jest dla nich najlepsze”;
- chce zachęcić czytelników do odpowiedniej formacji, dając im ku temu środki wychowawcze (str. 27).

I rozdział - Uwagi wstępne, jest poświęcony próbie określenia zjawiska gender. Najwięcej trudności w ustaleniu znaczenia jego pojęcia i zakresu tematycznego bierze się z jego nowego postmodernistycznego środowiska i metodologii (stosowanych metod naukowych), nikomu nieznanych i niespecjalnie wyjaśnianych; stąd jego nieuchwytny charakter. Jednak jego korzeni ideologicznych należy szukać w procesie rewolucji kulturowej i zachodniej sekularyzacji, sięgającej kilka wieków wstecz.
Najogólniej pojęcie gender oznacza społeczny i kulturowy wymiar kobiecości i męskości, i jako taki ma szeroki wachlarz znaczeniowy wynikający z jego współczesnej, nowej roli, od tzw. równouprawnienia płci począwszy, poprzez tzw. dyskryminację płciową, a skończywszy na tzw. programie edukacji seksualnej związanej z planowaniem rodzinnym (familial planning), który wprost krzewi alternatywny (czytaj: nowoczesny, postmodernistyczny) w stosunku do rodziny tradycyjnej (czyli chrześcijańskiej) ideał tzw. par jednopłciowych.
Autorka określiła gender jako zbiór holistycznych (holos z gr. cały, zupełny), koncentrycznych kręgów, posiadających radykalne, twarde jądro. Zewnętrzne kręgi, najbardziej widoczne i najbardziej oddalone od ukrytego jądra ideologicznego, przedstawiają projekty najbardziej prawdopodobne i zdolne przyciągnąć większość ludzi (jak np. programy walki z gwałtem, obrzezaniem kobiet, lub przyznające kobietom dostęp do ziemi, edukacji, opieki zdrowotnej, dziedziczenia itp.). Lecz w rzeczywistości jest to proces dośrodkowy: twarde jądro przyciąga ku sobie elementy różnych kręgów, wiążąc je ze swą ideologią w stopniu proporcjonalnym do ich odległości od centrum i zapewniając ideologiczną jedność całości.
W rezultacie, projekty zewnętrzne, najbardziej akceptowane, zostają w końcu skażone laicką, indywidualistyczną (egoistyczną) i hedonistyczną (przyjemmnościową) antropologią (nauką o człowieku), która charakteryzuje centrum. Właśnie w ten sposób gender realizuje swą złowieszczą ideologię pod przykrywką maski licznych altruistycznych (bezinteresownych) koncepcji humanistycznych lub humanitarnych („równości” i „parytetu” (sprawiedliwej proporcji udziału kobiet w życiu społeczno-politycznym), „uczciwości”, „wolności wyboru”, „praw”, „godności ludzkiej”, „postępu”, „autonomizacji” (uniezależniania się), „inicjacji” i „promocji” kobiety, „niedyskryminacji”). Jest to strategia, którą autorka nazwała używając sformułowania Rene Descartes’a (+1650): larvatus prodeo, „postępuję do przodu, nosząc maskę” (str. 36-37).
Gender, poprzez jego związek z nowym (zaobserwowanym po 1989 roku), a więc, stosunkowo mało zbadanym filozoficznie zjawiskiem postmodernizmu, wymyka się spod kontroli rozumu w jego sensie ujęcia sytemowego. Sami teoretycy gender mówią o nim jako o „procesie dekonstrukcji” (rozkładu, oczywiście słownego, bo wszystko jest dla nich wolną, słowną interpretacją rzeczywistości dopasowanej do ich ideologii); chcą bowiem zanegować wszelką dotychczasową obiektywną rzeczywistość i stworzyć nowe jej prawidła, według reguł swej nowej ideologicznej koncepcji. Tym samym, chcą się uważać za nowych stworzycieli świata. Jak blisko jesteśmy już koncepcji: być jak Bóg.

W dzisiejszym znaczeniu gender jest kulminacją długiego procesu rewolucji kulturowej Zachodu idącego równoległe z sekularyzacją (ześwieczczeniem). Ma on kilka etapów:

1) deizm (XVIII wieku) przynoszący rozejście się Boga i ojcostwa, rozumu i wiary, kultury chrześcijańskiej i swieckości;
2) hasła demokracji francuskiej i powstanie społeczeństwa obywatelskiego w duchu laickim i pozachrześcijańskim;
3) hasło „śmierci Boga” F. Nietschego i powstanie idei nadczłowieka;
4) „śmierć ojca”, pod wpływem psychologii Z. Freuda, który czyni z zasady libido (przyjemności) główną motywację ludzkiego działania, uwalniając się od edukacyjnego wpywu ojca, cywilzacji, prawa i religii;
5) „śmierć matki”, szerzony przez skrajny feminizm, który chce wyzwolenia kobiet od jednego partnera i od tzw. „niewoli reprodukcji” (czyli rodzenia dzieci);
6) „śmierć małżonka”, jako efekt środowiska antykoncepcyjnego i życia pozamałżeńskiego;
7) „śmierć dziecka”, które przestało być owocem miłości małżeńskiej, a stało się efektem prawa obywatelskiego.

„Pustka kulturowa, zauważa autorka, utworzona przez kulturową śmierć Boga, ojca, matki, małżonka i dziecka pozwoliła inżynierom społecznym odbudować istotę ludzką w oparciu o nowe, czysto laickie fundamenty: gender” (str. 46). „Rewolucja genderowa wciąż postępuje: od laickiego feminizmu, który szybko stał się kulturą Zachodu, do przeróżnych propozycji homoseksualnych, które szybko zdobywają teren, by doprowadzić do postgender i postludzkości, aktualnego horyzontu rewolucji. Ambicje gender są światowe” (str. 40).

II rozdział - Pojawienie się pojęcia i jego rozwój ideologiczny na Zachodzie.
Autorka dzieli pokrętną i złożoną historię gender na cztery okresy, z którego dwa pierwsze, powstały jeszcze przed upadkiem muru berlińskiego (1989), można uznać za założycielskie, dwa następne są już związane z globalizacją gender. Są to po kolei:

1) pojawienie się (w 1955 roku) i stworzenie pojęcia gender przez psychiatrów, psychologów w USA;
2) transfer gender do dziedziny nauk społecznych, gdzie począwszy od końca lat 60-tych rozwija się i racjonalizuje w akademickich środowiskach francusko-amerykańskich, by stać się projektem społeczno-kulturowym;
3) Konferencja w Sprawie Kobiet, w Pekinie (1995), przekształca pojęcie gender w światową normę polityczną w latach 90-tych;
4) gender jest skutecznie wdrażany na całym świecie, skutkując cichym pojawieniem się nowej, globalnej kultury.

Ad. 1) Pierwsze pojawienie się pojęcia gender (1955) zawdzięcza się amerykańskiemu psychologowi i seksuologowi John’owi Money’owi (1921-2006). Jako młody doktorant na stażu w Harvardzie spotkał się on z klinicznymi przypadkami hermafrodytyzmu (osób z biologicznymi cechami obu płci, zwanymi zwanymi dziś „hermafrodytami”), na podstawie których wysunął swoją teorię tzw. ról według płci. Rozróżnił między „płcią” w znaczeniu biologicznym i „gender”, w znaczeniu roli społecznej, tj. doświadczenia męskości i kobiecości przez poszczególne jednostki. Wychodząc z założenia, że dziecko do drugiego roku życia jest pozbawione tożsamości płciowej i że tożsamość ta może być zmieniona bez wstrząsu psychicznego, wyciągnął wniosek, że możemy ukierunkować społecznie (kulturowo) jego rolę . W związku z tym podał definicję tego, jak rozumie „rolę według płci”:

„Wszystko, co osoba mówi lub czyni, aby ujawnić się jako posiadacz statusu, odpowiednio, chłopca lub mężczyzny, dziewczynki lub kobiety. Pojęcie to zawiera w sobie seksualność, lecz nie ogranicza się do seksualności interpretowanej w sensie erotycznym” (str. 53).

Autorka poddaje szczegółowej analizie tę difinicję i wykazuje, jak stała się ona zaczynem całego późniejszego ruchu genderowego. Zauważa, że Money sprowadził (zdedukował) człowieka do dwumianu (dwóch elementów): ciało i jego rola społeczna, pomijając całkowicie jego osobowe i duchowe odniesienie do transcendencji. Najważniejszą jest dla niego jednostka obywatelska (nie osoba) w jej funkcji (roli) społecznej. Nie liczy się macierzyństwo i ojcostwo, bo one jawią się tu jako elementy socjalizujące (ukierunkowujące społecznie i kulturowo) dzieci. „Gender grozi więc zabiciem sensu macierzyństwa w kulturach, w których jest on jeszcze docenianiany, i przekształceniem kobiety-osoby-matki w kobietę-jednostkę-obywatelkę” (str. 53-54).
Ponadto, tożsamość płciowa nie zawsze musi współgrać z funkcją społeczną, gdyż jednostka może ją wybrać jako odmienną od swej tożsamości biologicznej, biorąc niejako rozwód z samą sobą: jej osobista i bytowa jedność zostaje rozbita. Na tym tle, jedyną realną rzeczywistością jest „ciało” powyższego dwumianu. Jego rola społeczna (tj. gender) jest zmienna, subiektywna, płynna jako konstrukcja społeczna. „Dla Moneya gender (wszystko, co w jednostce nie jest biologiczne) zależy od języka (od mówić) i od aktu (od robić) jednostki, a nie od jej istoty czy realności tego, kim on czy ona jest” (str. 54).
Ciało (useksualnione) na tym tle jawi się jako determinacja, ograniczenie, coś, na co jesteśmy skazani, niczym wróg, gdy płeć biologiczna sprzeciwa się wyborowi płci społecznej przez jednostkę. Gender natomiast daje przestrzeń wolności wyboru płci wbrew biologii. Autorka dopatruje się w tej definicji już interpretacji homoseksualnej, jako że seksualność, o której mówi Money, „nie ogranicza się do seksualności interpretowanej w sensie erotycznym”. Będzie tak w przypadku, kiedy ktoś określi się wbrew biologii mężczyzną lub kobietą praktykując wtedy (z innym mężczyzną lub kobietą) swą homoseksualność.
Tak to już „w 1955 roku, Money położył fundamenty ideologiczne pod to, co Judith Butler (1956-) i inni teoretycy gender (...) wytłumaczą prawie trzydzieści lat później” (str. 55).

Szybko gender został zauważony w naukach społecznych i humanistycznych. W 1955 roku amerykański socjolog Talcott Parsons (1902-1979) opracował model rodziny nuklearnej, gdzie jest zintegrowana (dopasowana) wizja „ról płciowych”. Chodzi o koedukację (wspólną edukację: chłopcy z dziewczynami) w szkołach, gdzie przekazuje się te same treści, kariery zawodowe, równy podział obowiązków wychowawczych i domowych, podejmowanie decyzji na drodze konsensusu (porozumienia), w duchu równości płci.

Śladem Money’a poszedł inny amerykański psychiatra, Robert Stoller (1925-1992), który wprowadził pojęcie tożsamości płciowej (gender identity) w 1958 roku, w związku z prowadzonym Projektem badań nad tożsamością płciową na przypadkach hermafrodytów i transseksualistów (ludzi zmieniających płeć, ponieważ psychicznie nie czują się sobą w płci, którą noszą) w Medycznym Centrum Uniwersytetu Kalifornijskiego (Medical Center University of California), i ropowszechnił je na Sztokholmskim Międzynarodowym Kongresie Psychoterapii, w 1963 roku. Wyniki swych badań ogłosił ostatecznie w książce, która zyskała mu rozgłos: Sex and Gender. The Development of Masculinity and Femininity (Płeć i gender. Rozwój męskości i żeńskości). Według niego miała ona oznaczać „psychologiczne odczucie (niezależne od płci) bycia mężczyzną lub kobietą”. Rolę według płci Money’a zaczął odnosić do tego, co nazywa się męskimi i żeńskimi „stereotypami” kulturowymi.
W ten sposób rozróżnienie między płcią biologiczną a płcią społeczną zostało wzmocnione, stopniowo oddzielając się od siebie: znaczenie płci przypisano biologii, wzmacniając coraz większą niezależność gender, tj. płci społecznej.

Ad 2) Gender ma pochodzenie francusko-amerykańskie. Francuska filozofia laicka (ateistyczne systemy myślowe) dała podstawy teoretyczne (jak to wyraziła się Peeters: filozofowie „zrobili z niego teorię, doktrynerski projekt filozoficzny”), a amerykański styl bycia nadał mu potężną moc globalnej transformacji społeczno-kulturowej.

Gender kwitnie podczas słynnego amerykańskiego buntu młodzieżowego lat 60.-70. Wtedy czerpie z francuskiego egzystencjalizmu ateistycznego , który domaga się uwolnienia jednostki od elementu en soi („w sobie”, zaprzeczając temu, co jest obiektywnie dane, a więc rzeczywistości tego, kim na prawdę się jest), aby mogła żyć pour soi („dla siebie”). Chodziło o wyzwolenie jednostki z istoty i powołania, danych jej z miłości i bez jej udziału, aby otworzyć jej prawo wyboru i „swobodnego” samostanowienia. Widzimy, jak wspaniale te elementy podpasowały gender, które pozbawiając elementu en soi, pozwalały żyć pour soi. To właśnie wtedy krzewiła swe przekonania przodowniczka ruchu feministycznego, Simone de Beauvoir (1908-1986), która twierdziła, że „nie rodzimy się kobietami, ale stajemy się nimi”; rodzina małżeństwo i macierzyństwo były według niej źródłem „ucisku” i zależności kobiet. Pigułka miała je od tego „wyzwolić”, by mogły „panować nad swym ciałem i swobodnie nim dysponować” (Druga płeć, 1949).

Gender zaczerpnął również z freudowskiego marksizmu, który wtedy królował na Zachodzie. Zgodnie z duchem Z. Freuda, chodziło o „wyzwolenie seksualne” kobiet i poprzez marksistowską ideę „walki klas” o przejęcie władzy w celu zrzucenia „męskiego ucisku” i nierówności płci („walka płci”). Idee te wówczas wyłożył reprezentant tego nurtu w swej książce Eros i cywilizacja (1955) Herbert Marcuse (1898-1979), uważany za ojca zachodniej rewolucji kulturowej. Położył on wielki nacisk na wyzwolicielską i immanentną (wychodzącą z własnego bytu) rolę wyobraźni i marzeń, które doprowadzą do powstania „społeczeństwa pozbawionego ucisku”, a z popędów płciowych uczynią wartości polityczne.

Brytyjska feministka, Ann Oakley (1944-), swoją książką „Płeć, gender i społeczeństwo” (1972) wprowadziła do leksykonu nauk humanistycznych nowe zastosowanie pojęcia gender i rozpowszechniła je w kulturze anglosaskiej. Książka ta stała się podstawowym podręcznikiem dla jej naśladowców w USA, którzy dali początek feminizmowi genderowemu (gender feminizm). Oakley postuluje skończyć z „męskim uciskiem” i naprawić nierówności między płciami. Dlatego atakuje tradycyjne „role społeczne” i promuje ideę nienaturalności płci (tzn. że płeć nie jest nam przypisana w naturze).

W tym samym czasie (lata siedemdziesiąte XX wieku) na uniwersytetach w USA wyrastały jak grzyby po deszczu liczne wydziały gender studies, inspirowane tymi, które powstały dziesięć lat wcześniej we Francji (tzw. French Theory). Połączenie w nich idei marksistowskiej, nietzscheańskiej (od F. Nietzsche’go), freudowskiej i poststrukturalistycznej złożyły się na powstanie dzisiejszej postmodernistycznej filozofii, która uczyniła z gender „teorię postmodernistyczną”, nauczaną na tych wydziałach. Podwaliny dla niej dały idee następujących francuskich myślicieli: Michel Foucault, Jackques Derrida, Gilles Deleuze, Jean Baudrillard, Jacques Lacan, Jean-Francois Lyotard, Julia Kristeva, Claude Levi-Strauss, Simone de Beauvoir, Monique Wittig.
Studia genderowe uczą socjologicznego podejścia do różnic w społeczno-ekonomicznym i politycznym traktowaniu mężczyzny i kobiety. Chodzi o promowanie równości płci, „sprawiedliwości społecznej”, warunków, w których kobiety mogłyby skorzystać z „wolnego wyboru” swej roli społecznej, ale nie takiej, by je zrównać we wszystkim z rolą mężczyzny, bo wtedy mają tylko jeden wybór. Feministkom równości chodzi o dostęp do możliwych wyborów, do edukacji, zdrowia, pracy, odpowiedzialności społecznej, zasobów, usług, informacji, statusu społecznego, władzy, itp. By to osiągnąć, trzeba przejść przez dekonstrukcję (zburzenie) „stereotypów” męskości i kobiecości, akceptację kulturową antykoncepcji i prawa do aborcji, walkę z dyskryminacją płciową, globalną dystrybucję władzy społecznej między płciami, która jako jedyna może wyeliminować zinstytucjonalizowaną w prawach i zwyczajach społecznych nierówność między płciami (gender disparities) i zasypać dzielącą je przepaść (gender gap). Kobiety mają do tego prawo, z racji tego, iż trzy razy więcej pracują od mężczyzn: reprodukują (chodzi o prokreację), produkują (pracują) i reprodukują społecznie (czyli utrzymują godpodarstwo domowe, wychowują i socjalizują potomstwo, gotują itp.), a i tak mają przez to niższy status społeczny od mężczyzn. Jest więc konieczna obowiązkowa globalna regulacja kulturowa.
W praktyce chodzi o indywidualistyczną autonomizację (usamodzielnienie społeczne) kobiet, pociągającą za sobą pewne przesunięcia wobec mężczyzn, ich obowiązków małżeńskich i rodzinnych, tradycyjnych norm społecznych, wychowania religijnego. Kobiety mają zyskać wolność, równość i prawo samookreślania swej roli. W ich opinii, macierzyństwo i komplementarność mężczyzn i kobiet są przeszkodami w samorealizacji kobiet. Biologiczny determnizm (w znaczeniu ustalonych chrześcijańskich ról wynikających z biologii) je tylko podporządkowuje mężczyznom z powodu płciowości ich ciała, które naturalnie kieruje je do macierzyństwa. Dlatego staje się on jednym z celów ich ataku.

Jako pierwsza, homoseksualnej wykładni teorii genderowej nauczanej na uniwersytetach dokonała Monique Wittig (1935-2003), liderka francuskich lezbijek, od 1976 roku mieszkająca w USA. Jej próby padły na podatny grunt w USA po rebelii w Stonewall w 1969 roku , a potem po pierwszej paradzie gejowskiej w 1970 roku. Ruch gejowski, pod jej egidą, powołując się na genderowy argument równości, zaczął atakować tzw. „heteronormatywność”, czyli społeczną normę „heteroseksualizmu”, przekazywaną przez edukację i kulturę, która wykluczała i piętnowała praktyki homoseksualne. Była więc winną dyskryminacji jednostek o innej „orientaji seksualnej”.

Dopiero w latach 80. dokonał się „konsensus” genderowy, rozdzielający płeć biologiczną od płci kulturowej, który dał teoretyczne podstawy pod ekspansję genderowego rozwoju kulturowego na cały świat. „Według niego, gender odpowiada męskim i żeńskim cechom, które byłyby tworzone przez środowisko społeczne, nauczane w procesie edukacji oraz podczas socjalizacji („reprodukcji społecznej”) i które zmieniałyby się w zależności od czasów i kultur”. Płeć natomiast biologiczna byłaby niezmienna, ponieważ wynika z biologii (poza oczywiście wyjątkami operacji hirurgicznych transseksualistów).

Według teoretyków gender, ciało zamyka jednostkę w tożsamości, której inicjatorem nie jest ona sama. Jest więc ono pierwszą przyczyną jej stanu niewolnictwa, dlatego jednostka chce się uwolnić od ciała. W swej słynnej książce „Uwikłani w płeć. Feminizm i polityka tożsamości”, opublikowanej w 1990 roku w USA, Judith Butler napisze, że płeć społeczna nie ma żadnego związku z płcią biologiczną, że nie istnieje żaden związek pomiędzy biologią i „rolą społeczną”. Bowiem płeć kulturowa jest „konstruktem”, radykalnie niezależnym od płci biologicznej”. W ten sposób, „mężczyzna oraz męski może równie łatwo odsyłać do ciała żeńskiego, jak i ciała męskiego, a kobieta i kobiecy może oznaczać i ciało męskie, i żeńskie”.

Transseksualistka australijska, socjolog, profesor na Uniwersytecie w Sydney oraz doradca ONZ i UNESCO w dziedzinie równouprawnienia płci, Raewyn Connell (1944-), w swej książce z 1987 roku („Gender i władza. Społeczeństwo, osoba i polityka seksualna”) zajmuje się tzw. porządkiem płci (gender order). Wzywa w niej do „istotnej reformy” tego „porządku”, do przejścia (gender transition) z porządku patriarchalnego do równości w nowym genderowym znaczeniu. Według niej, płeć i seksualność winny być głównymi nurtami teorii społecznej i politycznej, w celu gruntownego przekształcenia tych tradycyjnych dziedzin.

W międzyczasie, w latach 90. powstał w USA skrajny odłam feminizmu zwany teorią queer, rozumianym jako bezpośrednie przedłużenie teorii gender tylko w jego interpretacji homo- i trans-seksualnej. Pojęcie to wprowadziła do powszechnego obiegu Teresa de Lauretis (1938-) w 1990 roku, na konferencji o seksualności lezbijskiej i gejowskiej, który miał miejsce na Uniwersytecie Kalifornijskim. Później przejęły je do swojego słownictwa pozostałe feministki: Eva Kosofsky Sedgwick (1950-2009), Judith Butler, Adrienne Rich (1929-2012) i Diana Fuss (1960-), włącznie z Monique Wittig.
Według tej teorii, tożsamość płciowa (gender identity lub orientacja seksualna) i akty seksualne jako takie są konstrukcjami społecznymi. Jej zwolennikom już nie chodzi o równość i tolerancję, ale o powszechną destabilizację tożsamościową i instytucjonalną, radykalny przewrót. Chodzi o dekonstrukcję (zburzenie) porządku społecznego, „burzenie konwencjonalnych zasad”, obejmując jak największą liczbę osób. Teoria queer racjonalizuje (uzasadnia racjonalnie) świadomy i dobrowolny wybór różnorodności wirtualnie nieskończonej liczby tożsamości, z jakich dekonstrukcja (zburzenie) hetereroseksualizmu pozwalałaby korzystać, podając tego następujące przykłady: homoseksualność, lezbijstwo, biseksualność, transseksualność, androgeniczność, hermafrodytyzm, transwestycyzm, transformism, drag king, drag queen, XX boy, boy, new half, shemal, etc. Jest to wywrotowy projekt przebudowy płciowej i społecznej. Tożsamość, nie będąc czymś stałym, nie może być rozpatrywana w kategoriach orientacji seksualnej, która zamykałaby jednostki w jednej, restrykcyjnej orientacji. Należy ją zatem zwalczyć i przeprowadzić jej dekonstrukcję (zniszczenie).

Queer w ang. znaczeniu dziwny, w teorii jego propagatorów (David Halperin, 1952-) oznacza to, „co jest w sprzeczności ze wszystkim, co normalne, legalne, dominujące; chodzi o tożsamość bez istoty” (Święty Foucault. Ku hagiografii gejowskiej). A ta, zdaniem M. Peeters, w rzeczywistości jest wirtualna, ponieważ, nie tylko, że jest wiecznie w możności, ale również w niemożliwości urzeczywistnienia się kiedykolwiek. Tożsamosć queer unikając jasnego określenia oznacza przede wszystkim zamiar ucieczki przed osobistym zaangażowaniem, które, jeśli już, winno być samooznaczone, tzn. potwierdzone przez publiczną deklarację samego zainteresowanego. Ten ostatni akt samooznaczenia jest wyrazem pragnienia absolutnej suwerenności jednostki nad własną tożsamością, własnym życiem i własnym bytem, ale także w jakimś sensie nad społeczeństwem, którym manipuluje, odmawiając określenia się takim, jakim jest w rzeczywistości. Ta suwerenność przejawia się w pragnieniu posiadania swoich „wyborów”, gdzie społeczeństwo nie będzie mu mówić kim on jest, gdyż on sam o tym decyduje.

Wspomniana tu nieraz Judith Butler wniosła wielki wkład w rozwój teorii queer. W jej książce, „Uwikłani w płeć”, postuluje całkowicie przemyśleć organizację społeczną według modeli homoseksualnych i transseksualnych. Trzeba „zaburzyć (dotychczasowe) rodzaje (kulturowe)”, ośmieszyć ideę istnienia wrodzonej płci i sprowokować stałe zamieszanie kulturowe wokół kategorii płci przez debaty i działania destabilizujące podstawy „tożsamościowego dwumianu” mężczyzna – kobieta. Stereotypy, które należy poddać dekonstrukcji (zburzeniu), to nie tylko idee, ale przede wszystkim wzorce relacji społecznych, które skostniały z upływem czasu.
Dla Butler, nie tylko gender (płeć społeczna) jest płynna, ale i płeć biologiczna. Obydwie są czasownikami, ponieważ bycie kobietą lub mężczyzną nie jest „czymś, czym się jest, ale czymś, co się robi”, za pomocą języka performatywnego (twórczego), który przywołuje projekt socjologiczny, zmajstrowany przez inżynierów społecznych. W tym świetle, stawanie się kobietą może prowadzić w dowolnym kierunku, niekoniecznie do stania się kobietą. Płeć jest polem poszukiwań, nieustannie otwartym, prawdopodobnie bez ograniczeń. Moża ją montować, a potem demontować bez końca, spędzać swoje życie na konstruowaniu, dekonstrukcji, rekonstrukcji, na wiecznym błąkaniu się poza sobą, to co ona sama nazwała „podróżowaniem” wewnątrz swej własnej tożsamości (77). Mimo że sama nie zechciała zaaplikować tego do siebie, proponuje zastosować praktykę transseksualną jako sposób destabilizacji dwumianu zewnętrzność – wewnętrzność. Płeć wewnętrzna byłaby tą, jaką jednostka przypisuje sobie samej, a płeć zewnętrzna płcią biologiczną, widoczną dla wszystkich. Transseskualność jest dla niej „zabawowym” sposobem pokazania, że płeć jest zakodowana, powtarzana i realizowana. Ostatecznie „płeć jest zawsze porażką, wszyscy przegrywają”, nieustannie błąkając się, grając swoją idiotyczą grę, w okrutnym złudzeniu życia, porównywalnym do mitu Syzyfa, gdzie trzeba się wciąż zmuszać, by nieustannie i odważnie kontynuować swe poszukiwania płci, pozostając i tak z góry skazanym na niemożliwość znalezienia kiedykolwiek, tego, czego się szuka.
M. Peeters uważa, że jak wszystkie ideologie, również gender skończy na samozniszczeniu.

Po pierwsze, ideologiczny proces zdekonstruował (zniszczył) swoje własne fundamenty intelektualne, a mianowicie podstawowe rozróżnienie pomiędzy płcią biologiczną a gender, dochodząc do uznania także płci biologicznej za konstrukcję społeczną. Odtąd rozróżnienie płeć biologiczna / gender straciło rację bytu. Obydwa słowa zresztą są coraz częściej stosowane dziś zamiennie, szczególnie w kontekście homoseksualnym.

Po drugie, queer, który dąży do wyeliminowania kultury płci rozumianej jako męska i żeńska oraz ról płciowych, uznawanych za negatywne zarówno dla jednostek, jak i dla społeczeństw, prowadzi w rezultacie do niepowodzenia procesu rewolucyjnego w rzeczywistości postpłciowej i postludzkościowej. Ta eliminacja odbywa się dzięki zaawansowanej biotechnologii, której wizję przyszłej bezpłciowej ludzkiej hybrydy-cyborga przedstawiła w swym bestsellerze, pt. Manifest cyborgów: nauka, technologia i feminizm socjalistyczny lat osiemdziesiątych, Donna Haraway (1944-). Dzięki środkom technologicznym, autorka zapowiada „prawdziwe” wyzwolenie kobiet przez ich transformację w organizm postbiologiczny i postpłciowy, postludzki produkt, pozwalający dowolnie zmienić płeć, przedłużyć życie, zwiększyć wydajność mięśni, wyzwolić się z funkcji „reprodukcyjnych” przez sztuczną macicę, itd. Tak wszelkie granice tożsamościowe zostaną zniesione i nastanie społeczeństwo a(nie)seksualne. Nic dziwnego, że Lee Edelman (1953-), jeden z głównych teoretyków queer nadał swej książce (2004) znamienny tytuł: „No Future” („Bez przyszłości”). Droga gender jest, bowiem ślepą uliczką dla ludzkości, prowadzącą do śmierci.

Po trzecie, „koniec gender” tłumaczy się dostrzeganym powszechnie pragnieniem powrotu do zdrowego rozsądku. Już w USA gender studies są kwestionowane ze względu na powrót do biologii wskazującej na różnice między płciami na poziomie mózgu.

Ad. 3) (III. Perspektywa genderowa: norma polityki światowej). Trzeci etap obejmuje okres, w którym gender stało się normą światowej polityki. Choć momentem przełomowym jest tu Międzynarodowa Konferencja w sprawie Kobiet w Pekinie (1995), w której po raz pierwszy wprowadzono termin gender, to jednak ideologia genderowa torowała sobie już wcześniej drogę. Jak zauważa M. Peeters, po upadku muru berlińskiego w 1989 roku ONZ rozpoczęła budowę nowego globalnego porozumienia dotyczącego norm, wartości i priorytetów współpracy międzynarodowej dla rozpoczynającej sie nowej ery, nazywanej XXI wiekiem, czy globalizacją. Budowa tego konsensunsu dokonała się głównie dzięki serii dziewięciu wielkich, międzynarodowych konferencji, które między rokiem 1990 a 1996 odbywały się jedna po drugiej, a dotyczących:

1990 (Jomtien) edukacji dla wszystkich,
1990 (Nowy York), dzieci,
1992 (Rio de Janeiro), środowiska,
1993 (Wiedeń), praw człowieka,
1994 (Kair), ludności i rozwoju
1995 (Kopenhaga), rozwoju społecznego,
1995 (Pekin), kobiet
1996 (Instambuł), siedzib ludzkich,
1996 (Rzym), żywności.

W trakcie tych konferencji przyjęto szereg „nowych paradygmatów” wyrażonych w nowym języku, m. in. gender. Termin gender wszedł do języka dokumentów przygotowanych przez państwa członkowskie ONZ na początku lat 90. pod wpływem feministek płci działających od lat 70. we współpracy z organizacjami ONZ. Ze względów strategicznych gender nie został jednak zadeklarowany publicznie. Przebił się dopiero na IV Międzynarodowej Konferencji w sprawie Kobiet w Pekinie w 1995 roku, stając się później przedmiotem domniemanego globalnego konsensusu. Na tej konferencji została podana Perspektywa kulturowej tożsamości płci, a równoprawnienie płci (gender quality) jej głównym celem.

Wspomniane konferencje były etapami cichych rewolucji dokonujących się za pośrednictwem języka i konsensusu, rewolucji politycznych, społeczno-gospodarczych, edukacyjnych, demograficznych, środowiskowych, prawnych, etycznych. Pojawiły się i szybko zapanowały nowe widzenie świata i nowa etyka.
Pekin był zbudowany w szczególności na „nabytkach” z Kairu, gdzie ustalono nowe standardy: w ramach zdrowia, praw seksualnych i reprodukcyjnych ustalono m. in. powszechny dostęp do pełnej gamy środków antykoncepcyjnych i do aborcji nazywanej „bezpieczną”, tam gdzie była ona legalna. Te z kolei były zbudowane na wcześniejszych „nabytkach” z Rio. Wszystko było ze sobą nawzajem połączone. Tak gender stał się nie tylko kamieniem węgielnym, ale i sklepieniem. Po Pekinie globalni zarządcy szybko ogłosili, że równouprawnienie płci jest jednym z horyzontalnym priorytetów współpracy międzynarodowej.
Z początku międzynarodowe oznaczało międzyrządowe, później dołączyły do nich inne podmioty w postaci wielkich organizacji pozarządowych takich, jak: Amnesty International (Międzynarodowa Organizacja Amnestyjna), International Planned Parenthood (Międzynarodowe Planowane Rodzicielstwo), Women’s Environment and Developement Organization (Organizacja Rozwoju Środowiska Kobiecego), Green Peace (Organizacja Zielonych), itp. Ich udział w polityce organizacji międzynarodowych był bezprecedensowy w ich historii zachodniej demokracji.
Pod koniec całego procesu konferencji ten system wielu podmiotów przekształcił się w zasadę polityczną. W Stambule (1996) przyjęto zasady partnerstwa, które uczyniły z „podmiotów niepaństwowych” równych partnerów; to zmusiło rządy do realizacji nowego, globanego porozumienia. W rzeczywistości podmioty te miały większy wpływ na budowanie „nowego porozumienia”, niż rządy. Tak narodziło się „globalne zarządzanie”, na które składa się potężna sieć ideologicznie zgodnych partnerów, w tym organizacji międzynarodowych i ponadnarodowych, pozarządowych i ekspertów wpływających na ich orientacje, zachodnich rządów, które nimi kierują, oraz innych podmiotów gospodarczych, społecznych i politycznych, które włączyły sie w konsensus, mówią jego językiem i wpisują się w jego etykę. Do tej pory większość z nich nie uświadomiła sobie w pełni rozmiarów rewolucji politycznej. Tak oto mamy narody z niewybranymi przez nich aktorami, realizującymi specyficzne interesy.
W ramach globalnego zarządzania wielość i rożnorodność „partnerów” gwałtownie poszerza zakres ich działania. Szkoły, ruchy feministyczne, władze lokalne, związki zawodowe, stowarzyszenia młodzieżowe, organizacje pozarządowe i charytatywne, media, lokalne przychodnie i instytucje opieki zdrowotnej, świat mody i rozrywki, kręgi kulturowe, przedsiębiorstwa, wspólnoty zakonne, itp. Wszyscy są narażeni na ich działanie, nawet jeśli nie są partnerami pierwszego stopnia, to stają się z kolei partnerami stopnia drugiego lub trzeciego, w zależności od przyswojenia sobie nowej etyki. Ostatecznym celem jest dotarcie do wszystkich „obywateli świata”. Ze względu na swoją złożoność i gigantyczność, proces wielopodmiotowy wymyka się z jakiejkolwiek demokratycznej kontroli. Choć konsensus z Pekinu nie jest prawnie wiążący, aplikacja perspektywy genderowej jest już skuteczna na całym świecie. Transformacja kulturowa, którą ona spowodowała, już jest w pewnym sensie nieodwracalna.

Widać to szczególnie w zmianie języka, pełnego genderowej reminiscencji, jaki został zastosowany w dokumentach międzynarodowych konferencji, które dziś ideologicznie obowiązują na całym świecie. Trzeba pamiętać, ze tak radykalny feminizm, jak i ruch homoseksualny posiadały perspektywę międzynarodową i współpracowały w ramach operacyjnego partnerstwa z ONZ od końa lat 60. Partnerstwo to wywiera coraz większy wpływ na proces międzyrządowy. Tak więc pojawił się nowy pakiet językowy, właściwy dla ideologii gender: zdrowie i prawa seksualne i reprodukcyjne (zamiast prokreacji), rodzina we wszystkich swych formach lub różne rodziny (celowo niejasne, aby obejmowały „wszystkie możliwe opcje” zamiast rodziny), bezpieczna aborcja, wolność wyboru, stereotypy (zamiast komplementarności), struktury społeczne, równość partnerów (zamiast współmałżonków), ciąże nazywane „wymuszonymi”, żeby wymienić tylko kilka przykładów. Od konferencji w Pekinie język ten stał się powszechny zarówno na szczeblu międzynarodowym, ponadnarodowym, jak i krajowym i lokalnym.

I co ciekawe, mimo iż termin gender pada wiele razy w słowniku dokumentu konferencji pekińskiej, brak w niej jego jasnej definicji. Autorka twierdzi, że ich członkowie nie chcieli go definiować z obawy, by opozycja jakaby się pojawiła wobec ich ideologicznego projektu, mogłaby przeszkodzić w uzyskaniu globalnego porozumienia w sprawie płci. Był to pierwszy krok w strategii manipulacji, na której końcu uda im się przeforsować świadomie opowiedzenie się większości za ich ideologicznymi celami, które początkowo były ukrywane. Gender był koniem trojańskim Pekinu (str. 95).

Bezpośrednio po Pekinie globalne zarządzanie uczyniło z perspektywy genderowej jeden ze swych priorytetów. Wywierało presję na kraje członkowskie ONZ i ich kultury, aby honorowały swe rzekome zobowiązania i uznawały jego normatywne przywództwo. W 2010 roku ONZ utyworzyło superagencję ONZ Kobiety, która rozpoczęła działalność w 2011 roku, będąc wyposażona w mandat do globalnego wdrażania perspektywy genderowej na poziomie krajowym.

Brak jasnej definicji gender zastępowały inne próby jego określenia, lecz ciągle długie i mgliste, stale „poszerzające się”, nie po to, by je sprecyzować, ale po cichu wprowadzić możliwe własne interpretacje feministyczne, laickie i homoseksualne, niewynikające z konsensusu. Oczywiście, definicje te nigdy nie były poddane międzyrządowej kontroli, mimo to globalne zarządzanie traktowało je normatywnie. Na stan dzisiejszy, w porozumieniu międzyrządowym panuje definicja umiarkowana gender, wynikła z kompromisu między jego wielkimi zwolennikami a konserwatystami, którzy chcieli powstrzymać ideologiczne zagrożenie. Ustalił ją Statut Międzynarodowego Trybunału Karnego z 1998 roku, który w art. 7/3 stanowi:
„Termin gender odnosi się do dwóch płci: męskiej i żeńskiej w kontekście społecznym. Pojęcie ‘płeć’ (gender) nie ma żadnego innego znaczenia od wskazanego powyżej”.
Definicja ta jest bardziej restrykcyjna od tych, które znajdziemy na stronach ONZ i innych organizacji pozarządowych. Gender dotyczy tu kobiety i mężczyzny oraz tych, którzy chcą przyłączyć męskość i kobiecość do pojęcia konstrukcji społecznej (stąd dodatek „w kontekście społecznym”). Jak widać, definicja ta też nie może satysfakcjonować żadnej ze stron i, jako taka, może być mglistym świadectwem, że gender nie opanowało jeszcze w pełni wszystkich struktur zachodniego zarządzania globalnego. Rzeczywiście, jak do tej pory, orientacja seksualna i tożsamość płciowa (gender identity), pojęcia-idee ważne dla interpretacji feministycznej i homoseksualnej, są kategoriami, które nie posiadają jasnej definicji w prawie międzynarodowym i nie są przedmiotem żadnego porozumienia. Ale pewnie to tylko kwestia czasu. Bowiem, zgodnie z taktyką powyższych środowisk, lepiej jest nie używać na razie tych pojęć w oficjalnych dokumentach, a stosować swoją interpetację w praktyce.
I tak też jest to realizowane. W kontekście kulturowym, który na Zachodzie celebrował „wyzwolenie kobiet”, głównie w sensie „wyzwolenia seksualnego” przez dostęp do antykoncepcji i aborcji, a w innych częściach świata upominał się o pełny rozwój kobiety, interpretacja feministyczna światowej normy politycznej równości płci narzuciła się jako pierwsza, z łatwością, praktycznie nie napotykając przeszkód i opozycji. Po konferencji w Pekinie, polityka i prawo zmieniały się, aby dostosować się do perspektywy genderowej. Były to zmiany zewnętrzne i wewnętrzne.

Jeśli chodzi o zmiany zewnętrzne, polityka dawała pierwszeństwo „parytetowi”, „promocji” kobiet, jej upełnomocnieniu, jej prawom, jej niezależności finansowej i ekonomicznej, jej równemu w stosunku do mężczyzn dostępowi do stanowisk decyzyjnych, zasobów, edukacji, informacji, do jednakowego wynagrodzenia za tę samą pracę i do władzy, walce z przemocą wobec kobiet i z wszelkimi formami ich dyskryminacji; zwiększenie wydajności i wzrostu gospodarczego przez wprowadzenie kobiet na rynek pracy; czasami ustalone limity sprzeczne były z wolnością, gdy kategorycznie narzucano równą „reprezentatywność kobiet” np. w parlamencie.

Jeśli chodzi o zmiany wewnętrzne, polityka równości płci rozpowszechniła wizję kobiety-jednostki, autonomicznej w swych relacjach osobistych i rodzinnych, a tym samym przyczyniła się do pogorszenia polityki i praw dotyczących rodziny; mówienie o jednym modelu rodziny zakwalifikowano jako formę dyskryminacji, domagając się równego traktowania „wszelkich form rodziny” (rodziny tradycyjne, „jednorodzicielskie”, „zrekonstruowane”, „homoseksualne”); ustanowiono nowe odniesienie pomiędzy płciami zakazując używania słowa „komplementarność”; popiera się rozszerzony dostęp do antykoncepcji, który toruje drogę prawu aborcji; ostatni Szczyt Planowania Rodziny w Londynie (2012 rok) sponsorowany przez Fundacje Billa i Melindy Gates i Departament ds. Rozwoju Międzynarodowego rządu brytyjskiego, ustalił zwiększenie dostępu do antykoncepcji dla dziewcząt niezamężnych i kobiet żyjących w 69. najbiedniejszych krajach świata; jest dziś czymś normalnym, standardowym, obowiązkowym i priorytetowym, że wzmocnienie pozycji kobiet dokonuje się przez dostęp do zdrowia i praw seksualnych i reprodukcyjnych, tzn. do pełnej gamy środków antykoncepcyjnych i do aborcji nazywanej „bezpieczną”, tam gdzie jest ona legala.

Tak to polityka równości płci przyczyniła się do zniszczenia kultur, w których się rozwijała, sekularyzując je. Przyczyniła się do wzrostu liczby rozwodów i niszczenia rodziny, przyznając więcej przywilejów społecznych tzw. rodzinom zrekonstruowanym (w powtórnych związkach), rozwodnikom, parom bez ślubu. Te negatywne zjawiska nabywają stopniowo wartości kulturowej, politycznej, prawnej, a nawet etycznej; prowadzą do degradacji społeczeństwa; zwiększając dostęp kobiet do władzy, zmuszają je do wyrzeczenia się ich kobiecości i przyśpieszają kryzys rodziny.
Zmiany te utorowały następnie drogę interpretacji homoseksualnej gender, szczególnie w momencie, kiedy feminizm na Zachodzie zaczął się wypalać, ustępując miejsca prężniejszej działalności ruchu LGBT (Lesbijsko-gejowsko-biseksualno-transseskualnego). Tym samym gender zaczął pokazywać radykalne oblicze tym, którzy jeszcze go nie odkryli. Zaczęto domagać się w imię „praw uniwersalnych” obrony przed dyskryminacją i przemocą, jak również korzyści społecznych, ale prawdziwym celem było doprowadzenie do globalnej kulturowej zmiany na rzecz akceptacji i promocji stylów życia LGBT.
W 2008 roku były dyskutowane po raz pierwszy przez Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych terminy „orientacja seksualna” i „tożsamość płciowa”. W 2012 roku mówiono o nich również na Radzie Praw Człowieka ONZ, po publikacji pod koniec 2011 roku przez Wysoki Komisariat ds. Praw Człowieka pierwszego oficjalnego raportu ONZ na temat nadużyć praw człowieka związanych z orientacją seksualną. Według tego raportu 76 krajów poddaje karze własnowolne, prywatne praktykowanie homoseksualizmu. Już Traktat z Lizbony z 2009 roku w artykule 21 karty Praw Podstawowych zakazuje wszelkiej dyskryminacji, w tym tej dotyczącej orientacji seksualnej. „Równość” praw homoseksualnych jest odtąd priorytetem amerykańskiej i europejskiej polityki zagranicznej, według której prawa człowieka transcendują również religie, o czym świadczy jednoznaczne wsparcie Bana Ki-moona, Sekretarza Generalnego ONZ.

Konsensus z Pekinu zawierał strategię wykonawczą, nazywaną gender mainstreaming, co najogólniej oznacza włączenie problematyki płci do głównego nurtu polityki i działań danej instytucji. Gender mainstreaming dotyczy wszystkich instytucji, wszystkich sektorów tych instytucji (w przypadku rządu wszystkich jego miniterstw), wszystkich społeczeństw, na wszystkich ich poziomach bez wyjątku (105). Od Pekinu systematycznie jest wdrażana polityka gender mainstreaming, co wykazują fakty. Jak zauważa M. Peeters, ONZ wychodzi tu na prowadzenie. Kofi Annan wprowadził w 1997 roku reformę instytucjonalną, którą jednym z celów było włączenie perspektywy genderowej do wszystkich programów, funduszy, agencji normatywnych ONZ. W jej ślady poszły inne organizacje. Po przyjęciu ośmiu Milenijnych Celów Rozwoju w 2001 roku, równouprawnienie płci zostało uznane za przekrojowy priorytet międzynarodowej współpracy. Tym samym, gender stał się w błyskawicznym tempie normą polityczną globalnego zarządzania, skutecznie rozprzestrzeniając swe działania na poziomie lokalnym poprzez partnerstwa i sieci ponadnarodowe podmiotów niepaństwowych, których liczba gwałtownie wzrosła od 1995 roku.
Nie brakuje znaków bardziej skrajnych stanowisk, które chcą monitorowania realizacji gender mainstreaming w posczególnych krajach poprzez nakładanie surowych kar. Utworzenie w 2010 roku agendy ONZ Kobiety odzwierciedla pragnienie instytucjonalizacji projektu transformacji społecznej równości płci. Autonomizacja kobiet jest jednym z pięciu priorytetów ONZ po 2012 roku. Rada Koordynacyjna Derektorów Wykonawczych ONZ przyjęła plan działania ocieniający „postęp” dokonany w zakresie równouprawnienia płci w całym systemie ONZ (tzw. System-Wide Action Plan – SWAP) i wprowadzenie problematyki genderowej do jego działań. Plan ten został zaprojektowany jako „ramy odpowiedzialności” (accountability framework), które umożliwiają ONZ Kobiety lepszą koordynację pracy systemu ONZ w dziedzinie równouprawnienia płci. ONZ Kobiety zwiększa w razie potrzeby presję wywieraną na system ONZ, aby te ramy zostały szybko i sprawnie zastosowane. 8 marca 2012 roku Sekretarz Generalny ONZ wraz z Przewodniczącym Zgromadzenia Ogólnego wydali wspólne oświadczenie w sprawie organizacji piątej światowej (a nie jak dawniej Międzynarodowej) konferencji na temat kobiet w 2015 roku w Pekinie, w celu stworzenia globalnego programu angażującego młodzież, a dotyczącego „nowych problemów” (m. in. udziału politycznego kobiet, patrz rezolucja 1325 Rady Bezpieczeństwa). Chodzi o to, by nadać impuls agendzie ONZ Kobiety i wzmocnić jej „autorytet” i instytucję.
Jak więc widać, norma polityczna podąża tą samą drogą co wizja teoretyków, przechodzi od interpretacji feministycznej do homoseksualnej. Prowadzi ona ludzi do wywrotowych celów ideologii. Norma polityki światowej gender jest przestrzenią zarządzaną przez swych partnerów instytucjnalnych, którzy trzymają wodze globalnego zarządzania. Ich strategia realizuje się w czasie, pokonując jeden etap po drugim, w miarę politycznej akceptacji projektu ideologicznego, zaczynając od składników pozornie najbardziej nieszkodliwych (kręgi zewnętrzne) i domagając się coraz więcej. Proces jest stopniowy i ostrożny, ale jego celem jest isć do przodu najszybciej, jak to możliwe. Z gender rodzą się dzisiaj bardzo różne interpretacje, zróżnicowane ze względu na stopień radykalizacji. Współistnieją one w samym wnętrzu polityk, instytucji i społeczeństw. Nikt nie jest bezpieczny.

Ad.4) (IV Światowa kultura „równości płci”). Globalne zarządzanie uczyniło z równości płci integralną część edukacji obywatelskiej. Polityczna norma gender mainstreaming realizuje swój kulturowy cel – światową transformację kulturową na rzecz etyki genderowej. Ten cel jest już na drodze realizacji. Z inicjatywy, bowiem globalnego zarządzania równouprawnienie płci przenika na wskroś instytucje i ich różne sektory. Norma zostaje przyjęta, zastosowana i nauczana zgodnie z etyczną perspektywą globalnego zarządzania – etyką, która nie liczy się z uniwersalnymi rzeczywistościami antropologicznymi.

Pomino swego sztucznego charakteru światowa kultura równości płci stworzona przez globalne zarządzanie wychowuje obywateli kształtując ich umysły, co ma zgubny wpływ szczególnie na dzieci i młodych. Pokazuje w ten sposób, że udaje się jej skutecznie zaistnieć wsród narodów i na kontynentach, na całym świecie. Jaki region świata, jaki kraj, jaka instytucja, jaki sektor całkowicie uchronił się przed ideologicznym wpływem równości płci? Czy w Amerykach, Afryce, Azji nie powołuje się ministerstw równości płci? Czy nie walczy się od przedszkola z „seksistowskimi stereotypami” – posuwając się coraz częściej do umiesczania kwestii wyboru orientacji seksualnej w podręcznikach szkolnych? Czy wrażliwość genderowa nie stała się imperatywem globalnej edukacji i czy nie zalała programów akademickich na pięciu kontynentach? Czy nie uczyniono z niej warunków pomocy na rzecz rozwoju? Żadna organizacja pozarządowa nie uzyska funduszy publicznych bez przywoływania równości płci. Czy gender nie jest obecny w kodeksach etycznych wielu przedsiębiorstw? Czy tematyka gender nie przenika do produkcji artystycznych, muzycznych, do filmu, reklamy, świata cyfrowego i mediów? Czy nie włączyła się w kulturę przedsiębiorstw, wpływowych forów globalnego zarządzania, takich jak Światowe Forum Ekonomiczne, instytuty badawcze, w świat stowarzyszeniowy, charytatywny, humanitarny i rozwojowy (religijny lub nie), w rady ekumeniczne, jak również w kulturę wszystkich organizacji międzyrządowych i ponadnarodowych, w narodową politykę rządową ministerstw itp? Czy nie powstały już mechanizmy kontroli weryfikujące aplikację perspektywy gender?
Na podstawie powyższego, można odnieść wrażenie, że gender triumfuje, przynajmniej zewnętrznie. Ale jaki jest jego prawdziwy wpływ na kulturę w świecie? Czy fundament kulturowy gender, w sposób nienaturalny narzucony narodom, jest trwały?

Proces globalizacji, próby nadążania krajów ubogich za bogatymi, szczególnie w dziedzinie ekonomii i ogólnej edukacji, powoduje szok, który jest mieczem obosiecznym. Z jednej strony wzmacnia pragnienie, aby być i pozostać sobą, zachować swe dziedzictwo kulturowe, a nawet je rozwijać w zderzeniu z innymi kulturami; z drugiej strony, poszczególne narody tracą swe dziedzictwo kulturowe i duchowe, które posiadają, szczególnie młodzi, dając się wciągnąć potężnej fali zmian, jaki ten model im narzuca.

Silna jest pokusa, aby przyjąć gender jako gotowe rozwiązanie rzeczywistych problemów kobiet na całym świecie. Jednak niezachodnie kultury muszę zauważyć, że to pociąga za sobą:
-zmianę w ich społeczeństwach osoby-obywateli na jednostki-obywateli, zsekularyzowane i hołdujące Zachodowi;
-zamianę z otwarcia się na miłość na zimną i umowną etykę;
-pozbawienie dyskretnie osoby, miłości, rodziny, matki, ojca, męża, syna, córki ich praw obywatelskich i stopniowe zduszenie w ich kulturze sensu rodziny i życia;
-sprowokowanie walki płci, ponieważ celem rewolucji gender jest nowy rozdział władzy, polegający na odebraniu jej jednej płci, aby udzielić jej drugiej;
-rozpowszechnienie szybko stylu życia inspirowanego zachodnim „wyzwoleniem seksualnym”, a tym samym przyspieszenie sekularyzacji.

Ta zmiana kulturowa może przebiegać szybciej lub wolniej i być bardziej lub mniej spontaniczna, albo narzucona. Na Zachodzie odbywało się to stopniowo przy coraz większym wsparciu różnych organizacji i ruchów społecznych, lobbystów, czynników kulturalnych (media, przemysł rozrywkowy, reklamy...), które stopniowo łączyły się w sieć. Surfując na fali zachodniej rewolucji seksualnej, osiągała swe cele, włączając formalnie w nie instytucje polityczne i edukacyjne. W ten sposób całe sekcje zachodnich kultur przeszły na jej stronę. Globalne zarządzanie normatywne zglobalizowało zachodnią genderową rewolucję kulturową i skierowało ją ku kulturom niezachodnim w przyśpieszonym tempie, dzieki środkom technicznym (internet) i ekonomicznym. Dlatego, jeśli jakiś projekt doktrynerski rozpowszechnia się, stając się kulturą, to także dociera daleko poza pierwotną strefę wpływów, faktycznie na cały świat.
Globalne zarządzanie traktuje perspektywę płci również jako imperatyw (nakaz) etyczny. Włączenie jej do programów, do polityki, przemówień staje się odtąd praktycznym wymogiem jego etyki. Niepodporządkowanie się temu naraża na krytykę. Nowa etyka globalna ma charakter wiążący. Otwartość, tolerancja i elastyczność postmodernizmu szukającego konsensusu, jest w rzeczywistości wojownicza i zamknięta. Ta etyka, która celebruje wolność wyboru bardziej niż jakąkolwiek inną wartość, narzuca swoją interpretację „wolnego wyboru”.

Globalne zarządzanie chce kontrolować skuteczne wdrażanie perspektywy płci przez wszyskich obywateli świata, czyli zmusza ich do ideologicznego zaangażowania, które musi być sprzeczne z ich sumieniem. Treść rzekomej globalnej normy gender nie była przedmiotem otwartej, demokratycznej debaty. „Konsensus” ogłoszono, zanim samo pojęcie zostało zdefiniowane, a „definicje” normy, które następnie ustalono, nie zostały poddane kontroli międzyrządowej czy parlamentarnej danych krajów. Proces ten jest odejściem od podstawowych zasad demokracji. Łatwo dostrzec w nim przymus i manipulację. Nowa nietolerancyjna etyka nie daje narodom wolności porównania jej norm z ich kulturami oraz z tym, co rozeznają jako dobre dla nich. Takie narzucanie jest oczywiście możliwe tylko wtedy, kiedy narody i pojedyncze osoby pozostają bierne i pozwalają manipulować sobą i się zdominować. Jednak i opieranie się temu staje się dziś coraz trudniejsze i coraz bardziej brzemienne w skutkach. Można być marginalizowanym, nie otrzymać pomocy ekonomicznej, ani nie uczestniczyć w rozwojowych, zdrowotnych, edukacyjnych i religijnych projektach partnerskich, które są uzależnione od wprowadzania polityki gender.

Przymus jest wywierany nie tylko przez presję finansową lub przez prawo, lecz także przez mentalność konsensusu nowej kultury i etyki. Narzuca je mniejszość ideologów na kierowniczych stanowiskach globalnego zarządzania i ich niezliczonych partnerów w terenie, jak i bierna większość, która posłusznie idzie za nimi, na kompromis. Ci, którzy próbują się przeciwstawić, czują się w mniejszości i odnoszą wrażenie, że są sami przeciwko wszystkim. Ryzykują też możliwością, ze będą zastraszani, mogą bowiem pozostać bez potrzebnych funduszy lub utracić pracę.
Kulturowe narzucanie nowej etyki ma miejsce przede wszystkim w dziedzinie wychowania. Po Pekinie, pod normatywnym przewodnictwem m. in. UNESCO, większość ministerstw edukacji przejrzała zawartość podręczników szkolnych, aby zawrzeć w nich „wrażliwość na różnice płci”. Proces ten jest mało widoczny i dokonuje się w sposób stosunkowo niezauważalny, od przedszkola do uniwersytyetu, zazwyczaj bez wiedzy rodziców lub bez ich świadomości o jego wpływie na wychowanie dzieci i na życie społeczne. W coraz większej liczbie krajów temat orientacji seksualnej i tożsamości płciowej jest wprowadzany do programu kształcenia i często powiązany z jakimś prawem.

Oprócz edukacji obywatelskiej, w zakresie praw człowieka i edukacji na rzecz zrównoważonego rozwoju (w tym szczególnie płci), w ramach nowej etyki, podejmuje się tzw. dekonstrukcję stereotypów na wszystkich poziomach edukacji. Stereotyp (z greck. stereo, solidne, trwałe, typos, drukowanie, znak grawerowany), oznaczał stały odlany szablon drukarski dla potrzeb szybkiego i taniego druku. Stosowany od XVIII wieku w drukarniach, zyskał znaczenie socjologiczne na początku XX wieku, na określenie obrazu mentalnego jakiegoś przedmiotu, wielokrotnie powielanego i mocno „wyrytego” w opini publicznej. Ukuł je amerykański dziennikarz, Walter Lippmann, w swej książce Public Opinion (1922) (Opinia publiczna). Od tej pory zaczął on oznaczać wiarę podzielaną społecznie, jakąś powszechną opinię, trwającą bez zmian, dotyczącą cech, które byłyby właściwe dla pewnych grup społecznych. Oczywiście w przypadku gender stereotypy dotyczą społecznie określonych modeli, odzwierciedlających przekonania danej kultury na temat ról społecznych mężczyzn i kobiet oraz ich relacji (także tych seksualnych). Chodzi o to, czego społeczeństwo oczekuje od zachowań kobiet i mężczyzn i co postmodernizm uznaje za dyskryminujące wobec kobiet, homoseksualistów i innych grup, które określa się jako „wrażliwe” lub „uciskane”.

Genderowi socjologowie twierdzą, że postmodernistyczne stereotypy zmieniają się w zależności od kraju, kultury i epoki. Są według nich przekazywane od najmłodszych lat w trakcie wychowania rodziców i szkołę, w procesie socjalizacji, następnie umacniane przez media, politykę i kulturę w ciągu całego życia. Są one zapisane w powszechnej mentalności oraz w prawnych i instytucjonalnych strukturach kraju.

Stereotyp, mimo że ma pewne podstawy w rzeczywistości, jest upraszczający i uogólniający. Opiera się na przekonaniach odgórnych i na wcześniejszych założeniach. Jego sztywny, utrwalony i ustandaryzowany charakter odrywa go od rzeczywistości z natury otwartej i złożonej, a czyni z niego tak naprawdę konstrukcję społeczną z natury zamkniętą w samej sobie i redukcjonistyczną. Ma więc zabarwienie negatywne. Może być mniej lub bardziej realistyczny, ale to nie interesuje socjologów gender, głosicieli etyki „równości” i niedyskryminacji. Etyka ta jest nakazowa: wymaga dekonstrukcji „stereotypów”, które uzna za dyskryminujące.

Intelektualiści kultury gender przekształcili w stereotypy uniwersalne antropologiczne (wpisane w naturę człowieka) realia, które uznali za szkodliwe dla swego ideologicznego projektu, czego celem strategicznym było uzyskanie możliwości ich dekonstrukcji (zburzenia). Tradycyjne kultury odparły frontalny atak na macierzyństwo, kobiecość, małżeństwo, komplementarność. Gdy te terminy należące do prządku rzeczywistości bytowej i egzystencjalnej mężczyzny i kobiety, zostaną niepostrzeżenie przekształcone w stereotypy seksistowskie (gender stereotyp), stają się w kulturach dodane z zewnątrz (poprzez socjalizację) i zyskują negatywny wizerunek. Dlatego kultury same winny domagać się ich dekonstrukcji i stosować wobec tych „zewnętrznych zjawisk” negatywne, uproszczone i redukcjonistyczne uogólnienia. Chodzi o to, żeby ludzie sami stali się głównymi agentami dekonstrukcji własnych kultur.

Genderyści przekształcili w szczególności w stereotypy seksistowskie:
- kobiecość i meskość i związane z nimi byty, role, gesty, uwagi, postawy, dary, pozory, ubrania, zawody ... żeńskie i męskie;
- macierzyństwo i ojcostwo, „łono matczyne” i „dom ojcowski”;
- zaręczyny (heteroseksualne);
- komplementarność mężczyzny i kobiety, oraz kobietę jako „właściwą pomoc dla mężczyzny”;
- tradycyjną rodzinę opartą na małżeństwie mężczyzny i kobiety, składającą się z ojca, matki i ich dzieci;
- mężczyznę – głowę rodziny oraz władzę ojcowską;
- kobietę – „serce domu”, „strażniczkę życia”, wychowawczynię;
- ciało płciowe żeńskie lub męskie;
- kobietę przyjmującą i pośredniczącą;
- kobietę ofiarę lub służącą, poświęcającą się, służącą swemu mężowi, swym dzieciom, swej społeczności;
- mocną płeć i słabą płeć, fizyczną wyższość mężczyzn i fizyczną niższość kobiet, mężczyznę obrońcę i kobietę potrzebującą ochrony;
- męską racjonalność i kobiecą wrażliwość, mężczyznę kojarzonego bardziej z rozumem, kobietę z sercem;
- empatię i kobiecy dar słuchania.

Jak widać, genderyzm atakuje to, co jest największe w kulturze, a mianowicie, powołanie mężczyzny i kobiety do miłości.
Szczególną formą stereotypów dla genderystów są wszelkie odmiany binaryzmów (przeciwstawień), które ujmują rzeczywistość karykaturalnie, w konfliktowym schemacie: dominujący/zdominowany; są nimi: mężczyzna/kobieta; heteroseksualny/homoseksualny; białe/czarne; człowiek/zwierzę...

Dla feministek stereotypem jest kobieta żona i matka, który należy do systemu patriarchalnego i/lub religijnego, i ma charakter negatywny, dyskryminujący, restrykcyjny, sprzeciwiający się równości, czyniący z kobiety byt niższy i ofiarę oraz uniemożliwiający jej autonomizację lub upodmiotowienie.

Dla homoseksualistów stereotypem będzie heteronormatywność, ponieważ zamyka on ludzi w seksualnej tożsamości i roli społecznej i zmusza do życia zgodnego z ich biologiczną tożsamością mężczyzny lub kobiety. Należy więc zdekonstruować te stereotypy.
Aby trwale „uwolnić” społeczeństwo od „patriarchalnych wartości” i „heteronormatywności” wpajanych w ramach edukacji od wczesnego dzieciństwa, należałoby przekształcić mentalność źródeł tych stereotypów: rodziców, nauczycieli, szkoły, systemy edukacji, ministerstwa edukacji, przywódców religijnych, i dostosować treści przekazywane przez media, sztukę i muzykę, gry, język, prawo i politykę, procedury decyzyjne i „sesje formacyjne”. Inaczej mówiąc, zmienić kulturę od fundamentów, tj. „pogłębić” ją w duchu gender.

Eksperci w dziedzinie socjologii i antropologii, z którymi konsultuje się globalne zarządzanie, analizują sytuację krajów dla określenia, co należy zmienić w różnych kulturach i miejscach, aby ich rewolucyjne cele zostały osiągnięte. Przygotowują na ten temat raporty dla instytucji, które wyciągają wnioski służące do ustalania ich priorytetów politycznych. Żadna właściwie dziś polityka międzynarodowa lub krajowa nie faworyzuje macierzyństwa, rodzicielstwa czy małżeństwa.
Nowa etyka nie pozwala nauczycielom mówić dziewczynkom lub chłopcom o żeńskim lub męskim ubraniu, zawodzie, powołaniu; przeciwnie, podręczniki genderowe (gender training) uczą ich łamać stereotypy poprzez przypisywanie chłopcom zadań kobiecych (szycie, gotowanie, zabawy lalkami...), aby dać im „wolność wyboru” roli społecznej, gdy staną się dorośli. Kultura genderowa promuje modele naprzemienne, w których nie istnieją już zajęcia bardziej kobiece czy bardziej męskie. To zacieranie oznak tożsamosci płciowej dokonuje się dzisiaj w niektórych krajach, np. we Francji, przez zmianę gramatyki, programów do korekty ortografii i zasad, według których rodzaj męski góruje nad żeńskim. W najskrajniejszym kierunku poszła Szwecja, która wprost od rówości płci przeszła do seksualnej neutralności, chcąc całkowicie usunąć role zależne od płci i stereotypy. Stąd w szkolnictwie używa się zaimka neutralnego płciowo, hen, zastępującego on i ona; sugeruje się nazywanie dzieci imionami nieodpowiadającymi jego płci biologicznej, tworzenie toalet unisex; nierozróżnianie w sklepach odzieżowych działów dla mężczyzn i kobiet; zachęca się do wyobrażania sobie modeli rodziny: „tata-tata-dziecko”, lub „mama-mama-wujek-brat-dziecko”.
Nowa globalna kultura w wydaniu genderyzmu przedstawia się zatrważająco, bowiem dekonstrukcja jest negacją i odrzuceniem rzeczywistości i prawdą o tym, co jest i co w konsekwencji nie może zostać unicestwione. Prowadzi do pustki, której skutki wszyscy dzisiaj odczuwamy; tworzy w miejsce starych stereotypów nowe, własne stereotypy, swoje obrazy ról społecznych kobiet i mężczyzn. W przypadku kobiety, chodzi o: czystą obywatelkę, autonomiczną, niezależną, potrafiącą się samą zrealizować, karierowniczkę, panią swego przeznaczenia, „wyzwoloną” z męskiej dominacji, równą mężczyznom w sile i we władzy; seksualnie „wyzwoloną”, „wyzwoloną” od swej „roli reprodukcyjnej”, „kontrolującą” swą płodność, mogącą „wybrać” nawet swą „orientację seksualną”, „celebrującą” różnorodność wyboru; mającą roszczenia i posiadaczkę praw, działaczkę, agentkę transformacji społecznej; posiadaczkę władzy społecznej, ekonomicznej, politycznej, podejmującą decyzje; partnerkę globalnego zarządzania, jego programów (w sensie protagonistki trwałego rozwoju, równości płci...) i jego etyki, w pełni zaangażowaną w jej aplikację; wydajną i opłacalną dla gospodarki.

W kulturach ogłasza się walkę pomiędzy:
- obywatelskością a macierzyństwem;
- prawami kobiet a prawem dziecka do urodzenia;
- wolnością wyboru a „normą heteroseksualną”;
-wszystkimi formami rodziny a rodziną opartą na małżeństwie mężczyzny z kobietą;
- równym partnerstwem między kobietami i mężczyznami a ich komplementarnością.

Genderyzm absolutyzuje nowe stereotypy i chce wypełnić całą przestrzeń życia społecznego, strzegąc go za pomocą ducha prawa. Pomimo posuwania się naprzód, promotorzy gender ciągle narzekają na zbyt marginalny w ich oczach charakter swych sukcesów. Nie przestają jednak rozbijać jedności małżeństw, niszczyć rodzin, dezorientować młodzieży, sekularyzować kultur i prowadzić do utraty tożsamości tych, na których ma wpływ. Niebezpieczeństwa nowej globalnej kultury gender i dewastacji, jakiej dokonują, są bardzo realne, aczkolwiek trzeba pamiętać, ze jest to mimo wszystko gigant na glinianych nogach, bowiem zaprzecza naturze, fundamentalnym podstawom tego, czym na prawdę jesteśmy.

V. Analiza krytyczna
Gender, jak zauważa autorka, nie wymyśla niczego nowego. Jest nową formą buntu człowieka przeciwko Bogu, jednak bunt ten został tu doprowadzony do punktu jeszcze nigdy dotychczas nieosiągniętego w kulturze, kwestionując płciowość mężczyzny i kobiety, odpowiadającej najbardziej pierwotnemu objawieniu danemu ludzkości przez Boga. Autorka omawia ten rozdział dotyczący gender jako tajemnica negacji. Wymienia tu kilka jego elementów.

1. Nieuporządkowane dążenie do władzy przyjemności i posiadania. Rewolucja genderowa mówi, że nie zamierza znieść władzy, ale rozdzielić ją na nowo, przekazując ją z rąk „ciemiężcy” (co wyrażały wyżej wymienione relacje binarne), do rąk „uciskanych”, czyniąc ją rzekomo równą lub podzieloną. Nowa koncepcja władzy nie byłaby już ani domująca, ani wiążąca, dlatego uwodzi ludzi. W rzeczywistości jest to kolejna forma walki o władzę, ponieważ brak jej elementu służby społeczeństwu (a więc i braku miłości) i demokratycznych zasad reprezentacji społecznej. Eksponuje ona wprawdzie „demokrację uczestniczącą”, jednak w praktyce koncepcja udziału ułatwia przejęcie władzy przez grupy nacisku i mniejszości „uczestniczące”. Poszukując władzy dla siebie, sprawuje się ją przeciwko tym, którzy bronią pewnych idei czy odmiennych interesów. W rzeczywistości jest równowagą interesów, umową bez miłości, egoistyczną samorealizacją, narzucaną globalnie innym bez demokratycznych zasad (143). Radykalne feministki, w myśl marksistowskiej walki klas, muszą przejąć władzę polityczną i kontrolę nad środkami „reprodukcji” (antykoncepcja, aborcja), aby obalić władzę patriarchalną, męską, dominującą. Lobby LGBT chce przejąć władzę, kulturalną i polityczną, żeby zlikwidować „przywileje heteroseksualne” oraz zmienić społeczeństwo i prawo. Stalinizm wprowadził gułagi, w tym przypadku, w imię „zasady niedyskryminacji”, w skali globalnej, można doprowadzić do dominacji mniejszości nad większością.

2. „Być jak Bóg”, człowiek-jednostka samostwarzająca i samorealizująca się. Teoretycy gender twierdzą, że oferują jednostce władzę do stworzenia własnej tożsamości poprzez język performatywny (słowna dekonstrukcja i konstrukcja genderowa). Tak jak Bóg, którego słowo jest stwórcze („Powiedział i stało się”), jednostka będzie w stanie przez rzec i uczynić wyprowadzić swoją tożsamość z niebytu (dekonstrukcji słownej rzeczywistości). Jednostka kontrolowałaby siebie i posiadała w ten sposób możliwość wyboru swego ciała, swej tożsamości, życia i przeznaczenia. Nadałaby prawo do „swobodnego” samostanowienia, jak gdyby była absolutnym panem swego życia.

3. Produkty socjologii – sekularyzm i scjentyzm. Socjologia, jeśli zamknie się na transcendencję, to jak każda inna nauka zamknie się w sobie samej. Będzie obserwować zmiany społeczne z perspektywy laickiej, w celu wprowadzenia takich, które jej odpowiadają. Tymczasem laicka etyka dąży do uczynienia z nauki absolutnego punktu odniesienia: jest scjentystyczna (naukowa). Scjentyzm i sekularyzm idzie w parze. Ich wspólny cel realizuje się w polityce, w zamianie woli narodu na dyktaty nauki, narażając na niebezpieczeństwa zasady demokracji. Scjentyzm społeczny jest tym samym imperialistyczny. Socjologiczne badania genderowe nie brały pod uwagę całego człowieka w jego wielowymiarowości, z jego tajemnicą, powołaniem, szczęściem, jego korzeniami kulturowymi, z macierzyńską tożsamością kobiety i ojcowską mężczyzny, itp, tylko na braku równości społecznej między płciami, na społecznych i seksualnych „rolach” jednostek, na wartościach laickich. Konsekwentnie, stawia państwo, wartości obywatelskie, społeczną rolę mężczyzny i kobiety wyżej niż ich życie osobiste, rodzinne i religijne. Utworzyły całkiem inną hierarchię wartości społecznych ponad wrodzone zadania macierzyństwa i ojcostwa. Tak to przypadek gender ukazuje autorytet moralny, jaki zachodnie społeczeństwo przyznały naukom humanistycznym i społecznym, po odebraniu go sumieniu i religii. Socjologii udało się zająć miejsce narodów jako twórców własnej kultury do tego stopnia, że zgodziły się one zostać marionetkami w rękach operacyjnych inżynierów społecznych na poziomie zarządzania globalnego.

4. Błędna koncepcja równości. Inrterpetacja równości jest daleka od zgodności z duchem tego, co naprawdę uniwersalne, a co jeszcze zawierała Powszechna Deklaracja Praw Człowieka, z 1948 roku, w dużej mierze bazująca na tradycji judeochrześcijańskiej. Dla postmodernistów, dla których ludzie nie są już równi z natury ani nie są już równi w godności, z racji ich podobieństwa do Boga, równość może wiązać się jedynie z pojęciem władzy i arbitralnej (nie znoszącej sprzeciwu) „wolności wyboru”. Przekształca się ona odtąd w dyktat etyczny i prawny, co zostało już wcześniej wyjaśnione.

5. Proces negacji. Gender nie jest intelektualną ciekawostką, którą moglibyśmy z kolei poddać dekonstrukcji, używając racjonalnych argumentów. Jego presja stawia nas wobec wyborów, które bezpośrednio dotyczą sumień i serc ludzi i narodów w ich konkretnej, egzystencjalnej rzeczywistości: wybory między życiem i śmiercią, dobrem i złem, rzeczywistością a jej negacją, prawdą o mężczyźnie i kobiecie a kłamstwem, nadzieją a rozpaczą, miłością a nienawiścią. Wszyscy, szczególnie rodzice i nauczyciele, muszą podjąć decyzję: albo przystosować się do ducha nowej globalnej kultury i postępować, w sposób bierny czy w pełni świadomy według nowych, laickich norm; albo po synowsku utożsamić się z naszym powołaniem do miłości i szczęścia. Mamy wolność decyzji. Pod tym względem, gender jest procesem negacji, przebiegającym, jak każdy akt człowieka, przez rozum, sumienie i serce. Zaprzeczenie rzeczywistości i miłości wyprowadziło zachodnią cywilizację na manowce, w świat sprzeczności, gdzie nikt nie może czuć się jak w domu.

VI. Wnioski praktyczne i perspektywy nadziei.
Akt ludzki, aby był pełny, musi przejść przez rozum, sumienie i serce, ponieważ wolna osoba poszukuje nie tylko prawdy, ale także dobra i miłości. Przebudzenie osób wiedzie przez doświadczenie miłości i przebudzenie ich serca. Miłość była wielką zapomnianą współczesnej kultury zachodniej. Pragnienie prawdziwej miłości siebie, swojego narodu, swojej kultury, innych i Boga, jest teraz odczuwane powszechnie.
Mieliśmy okazję zauważyć, że od momentu pojawienia się koncepcja gender była ułomna i pozostała taką na każdym etapie swego koncepcyjnego i operacyjnego rozwoju. Dobre rozeznanie jest wyzwoleniem z uzurpacji władzy politycznej i kulturowej inżynierów społecznych zachodniej rewolucji kulturowej. Jedyna droga do tego wyzwolenia wiedzie przez każdego z nas. Rozeznanie otwiera w nas nadzieję takiego wyzwolenia, uwalnia od pokusy fatalizmu, zniechęcenia i bierności, w które możemy popaść widząc, jaki zasięg ma dziś gender. Najpierw musimy pozostać poza wszelkimi ramami ideologicznym. Nie można uznać gender za teorię, w której jest część prawdy (bo to nieprawda), ani dać się zastraszyć jej rzekomą wszechmocą globalnego zarządzania, bowiem, mimo jej rozpiętości globalnej wpompowywanej przez ogromne fundusze, widać że maszyneria gender jest papierowym tygrysem, który nie szanuje wolności narodów i rządów.
Naszą jedyną bronią jest autorytet prawdy, rzeczywistości i miłości, o których przestajemy świadczyć wchodząc w ramy gender. Fałszywy konsensus nie ma autorytetu moralnego ani prawnego. Jego moc transformacji społecznej sprowadza się do siły, jaką my sami chcemy mu przekazać. Kultura gender nie jest triumfalnym sukcesem, ale wielkim niepowodzeniem. Panuje ona nad światem, ale niesie jedynie zniszczenie, alienacje i zubożenie. Dlatego trzeba wrócić do źródła miłości i prawdy, by wyleczyć jego chorobę. Ponadto, trzeba spojrzeć pozytywnie, w perspektywie nadziei, w kierunku dobra, które gender chciało nam zabrać. To co nazywamy dziś cywilizacją miłości, jest wielkim dobrem dla ludzkości, nadzieją bez precedensu. Wtedy trzeba przejść od systemu binarnego do odkrycia troistej struktury osoby i miłości (miłość dana, otrzymana i dzielona, rodząca komunię), na wzór Trójcy Świętej, i tak otworzyć się na tajemnicę działania w nas miłosiernego Boga.