Ja Katolik
Teologia zwykłego zjadacza chleba

Fenomen neokatechumenatu

Od początku swego istnienia zaskakiwali bezkompromisowym radykalizmem przypominającym gorliwość wiernych z pierwszych wieków chrześcijaństwa. Od początku też mieli swoich zwolenników i wrogów, jak to zwykle bywa w przypadku ruchów reformatorskich. Ruch neokatechumenalny, bo o nim mowa, powstał jako odpowiedź na wezwanie Soboru Watykańskiego II do odnowy Kościoła. Z biegiem czasu ukształtował się jego profil i struktura organizacyjna, które pozwoliły mu nie tylko zaistnieć oficjalnie w Kościele, ale odgrywać istotną rolę w jego działalności misyjnej.

Jedni mówią tu o wspaniałej drodze odnajdującej zagubione owce, które nie mogą się odnaleźć w tradycyjnym nurcie działalności pastoralnej Kościoła, inni o protestantyzującej sekcie, która zamyka na się na resztę wspólnoty parafialnej. Przy czym jedni i drudzy szukają potwierdzenia swych racji w autorytecie Kościoła. Jak to jest więc naprawdę z neokatechumenatem?

Ruch charytatywny u początków?

Początki ruchu są niepozorne. Zrodził się w okresie kryzysu wiary ich założyciela, Francisco Jose Gomez de Argüela, zwanego Kiko Argüela, który w obliczu biedy, z jaką się zetknął w środowisku madryckim, gdzie przyszło mu żyć, postanowił żyć nauką Jezusa i działać. Jedyne co potrafił, będąc poetą i malarzem, było śpiewanie psalmów przy akompaniamencie gitary i malowanie. Więc zaczął wystawać na skraju ulic śpiewając je i opowiadać o Jezusie, czym dawał do myślenia przechodniom i ubogim. Wkrótce zrozumiał, że chcąc do nich dotrzeć, trzeba z nimi zamieszkać, by poznać ich problemy i wtedy wskazywać na obecność Boga w ich życiu. Tak też zrobił zajmując się jednocześnie działalnością charytatywną, by ulżyć ich losowi. Właśnie ten aspekt został wtedy najbardziej zauważony, dlatego wielu widziało początki jego ruchu w działalności charytatywnej. Jednakże sam Kiko myślał o czymś zupełnie innym. Na tle wysiłków reformatorskich Soboru Watykańskiego, w obliczu słabej wiary swojej i innych biedaków będących z dala od Kościoła, szukał mocy Boga w Piśmie św., liturgii oraz wspólnocie będącej w jedności z Kościołem katolickim. Tak powoli rodziła się idea powstania wspólnot neokatechumenalnych.

Droga neokatechumenalna

Chodziło mu o wskazanie sposobu ożywienia łaski Bożej ze środków zbawczych danych przez Chrystusa Kościołowi: ze Słowa Bożego, z sakramentów, szczególnie chrztu św. oraz ze wspólnoty wiernych zgromadzonych wokół tych wartości. Kiko nie chciał nazywać je ruchem czy organizacją, ale po prostu drogą życia (itinerarium) zgodnie z zasadami wiary otrzymanej na chrzcie; coś w rodzaju powtórnego katechumenatu, który by wdrażał w głębsze życie chrześcijańskie; sam nazywał ja nowym katechumenatem, czyli neokatechumenatem. Nawiązał tym samym do tradycji pierwotnego Kościoła, który znał instytucję katechumenatu, specjalny dwuletni okres przygotowaniu dorosłych adeptów do sakramentu chrztu. Wspólnota przyjęła formy organizacyjne zapoczątkowane przez lidera, więc: wprowadzono etapy formacji religijnej rodzin związane z fazami wtajemniczenia w życie chrześcijańskie, prowadzone przez bardziej zaawansowanych członków, zwanych katechistami; gromadzono się na niedzielnej Eucharystii w sobotę wieczorem wokół specjalnie przygotowanego ołtarza, w jakimś parafialnym pomieszczeniu, zawsze za zgodą miejscowego proboszcza, na znak jedności z Kościołem lokalnym; śpiewano psalmy i pieśni z muzyką na gitarę ułożoną przez Kiko; wszystkie czytania były poprzedzone komentarzami przygotowanymi wcześniej na specjalnej liturgii przez poszczególne grupy; wyjeżdżano na specjalne ćwiczenia rekolekcyjne, zwane konwiwencjami, gdzie sprawdzano swoją wiarę; składano składki pieniężne na działalność misyjną Kościoła organizowaną przez wspólnoty, jak: seminaria duchowne Redemptoris Mater, wspieranie rodzin oraz kapłanów neokatechumenalnych przebywających na misjach, itp.

Sekta św. Kiko?

Radykalizm grupy dał się zauważyć od samego początku i nie spodobał się nie tylko wrogom Kościoła, ale i wielu katolikom, którzy nie rozumieli nowej formy ewangelizacyjnej zapoczątkowanej przez Kiko. Wśród nich było wielu biskupów i księży. Nie podobało im się, że podobną drogę mógł założyć i prowadzić człowiek świecki, bez żadnego specjalnego wykształcenia teologicznego czy psychologicznego, choć nie odmawiali mu charyzmy. Sytuacji nie zmienił również fakt, kiedy do ruchu przyłączyła się niedoszła zakonnica po studiach teologicznych Carmen Hernandez oraz ich opiekun duchowy, ks. Mario Pezzi. Podobnie w przypadku katechizujących z nimi i w ich imieniu katechistów, również bez specjalnego wykształcenia teologiczno-psychologicznego. Wielu raziła elitarna forma wtajemniczenia chrześcijańskiego, autorytet lidera kosztem kapłana, nakłanianie do wyrzekania się dóbr materialnych, brak wyraźnego statusu kościelnego, przebieg i forma sprawowania liturgii eucharystycznej poza świątynią, brak zaangażowania w życie parafii itp. Wielu nazywało ten ruch po prostu sektą neonów, a złośliwcy mówili nawet o sekcie św. Kiko. Czy słuszne są te zarzuty?

Zawsze w jedności z Kościołem

Być może w trakcie kształtowania się drogi można było zauważyć pewne nadużycia czy niedociągnięcia doktrynalno-liturgiczne, które były korygowane systematycznie pod wpływem sygnałów płynących ze strony Stolicy Apostolskiej i krytyków. Jednakże od samego początku Kiko zawsze dbał o posłuszeństwo Kościołowi i zabiegał o aprobatę swego ruchu przez papieża i biskupów, którą z reguły otrzymywał. Przede wszystkim starał się o zatwierdzenie statusu kościelnego drogi neokatechumenalnej. W 1990 r. droga została uznana przez papieża Jana Pawła II jako „itinerarium formacji katolickiej ważnej dla społeczeństwa i czasów dzisiejszych”. W 2002 r. uzyskała pięcioletnią akceptacje wstępną (ad experimentum) Stolicy Apostolskiej przed ostatecznym przyjęciem jej Statutów, które nastąpiło w 2008 r. W międzyczasie skorygowano w niej niektóre praktyki niezgodne z tradycją Kościoła katolickiego. Do wielkiej zasługi drogi należy to, że zawiera on w swoich szeregach rzesze ludzi, który byli poza Kościołem, ok. 70 %, wskazując na jego żywotność i potrzebę. Statystyki z 2008 r. pokazują, że ma on ponad 1,5 miliona członków w 106 państwach na świecie podzielonych na 16. tys. wspólnot istniejących w 6 tys. parafiach z 3 tys. kapłanów, 1,5 tys. seminarzystów i 73 seminariami Redemptoris Mater. To rzeczywiście wielka siła Kościoła nie dająca spać adwerasarzom.