Ja Katolik
Teologia zwykłego zjadacza chleba

Dziecko a Jezus Chrystus

Wstrząsnęła nami swojego czasu (2002 r.) informacja o nadużyciach seksualnych w stosunku do dzieci, jakich dopuścili się niektórzy duchowni w USA; tak, jak dalej oburzają nas i bulwersują informacje o podobnych incydentach w Irlandii czy innych krajach. I chociaż nie wszystkie przypadki okazały się później prawdziwe, a sam problem nie dotyczy tylko Kościoła katolickiego, to jednak wyczuwamy, że poszkodowane dzieci zostały oszukane i wykorzystane, i to tam, gdzie powinny czuć się przede wszystkim bezpieczne, w Chrystusowym Kościele. Oczywiście, nie chcąc nikogo usprawiedliwiać, winniśmy uprzytomnić sobie, że duchowni też są ludźmi, których jak każdego z nas dotyka również tajemnica grzechu. Z drugiej jednak strony, powołanie i środowisko Kościoła winny zobowiązywać szczególne, ze względu na jego wyjątkową rolę zbawczą. Dlatego jakakolwiek rysa na tym polu przynosi straszne spustoszenie moralno-duchowe, które potem ciężko naprawić.
Biblia pokazuje, że Jezus był dzieckiem kochanym, sam kochał wszystkie dzieci i chciał, by czuły się one przy Nim zawsze kochane i bezpieczne, by w ten sposób je prowadzić do zbawienia.

Jezus dzieckiem kochanym
Jezus jako człowiek podlegał rozwojowi ludzkiemu, sam będąc kiedyś dzieckiem. Obraz jego szczęśliwego dzieciństwa rysował się na tle kultury i tradycji żydowskiej, w jakiej wyrastał, zawsze u boku swych rodziców. Jako taki był przez nich kochany i traktowany jako znak błogosławieństwa Bożego, bo właśnie w ten sposób traktowano dzieci w rodzinach żydowskich, tym bardziej witany, że był chłopcem. Córka, bowiem, z racji posagu była początkiem ekonomicznego niepokoju rodziców, choć też była mile widziana.
Biblia pokazuje, że mimo panującego ubóstwa w domu, odzwierciedlającego ogólny stan większości rodzin w Izraelu, niczego Jezusowi nie brakowało, a szczególnie miłości rodziców. Nie czytamy, by chodził głodny i obdarty, lub by był karany w dzieciństwie. Na pewno zdarzały się jakieś zgrzyty i nieporozumienia, którym czujna miłość rodzicielska umiała w porę zaradzić; ot chociażby przykład z zaginięciem w świątyni podczas pielgrzymki do Jerozolimy. Normalny wzrost nie wykluczał również potrzeby ze strony samego Jezusa wtulenia się w matczyne objęcia w chwilach radosnych czy smutnych doświadczeń, oraz poczucia bezpieczeństwa w ramionach ojca-opiekuna. W ten sposób doznawane ludzkie doświadczenie miłości stało się dla Niego drogą do odkrywania wszystkim ludziom, szczególnie dzieciom, miłości i bezpieczeństwa w Boskich ramionach Ojca. Dlatego Jezus sam już będąc dorosłym dbał, by każde dziecko miało do Niego dostęp, czuło się przy Nim bezpieczne i kochane, a przede wszystkim, by jego dziecięca postawa zaufania do Boga była wzorem zawierzenia dla każdego człowieka.

Być jak dziecko przed Bogiem
Podstawowym tekstem potwierdzającym tę prawdę jest fragment z Ewangelii św. Marka. Mówi on o tym, że apostołowie zabraniali dzieciom przychodzić do Jezusa, a On nakazał im dopuścić je do siebie, bowiem do takich, jak mówił, należy Królestwo Niebieskie (Mk 10,13-15). Dzieci, z punktu widzenia ówczesnego prawa, nie miały nic do powiedzenia i pod tym względem były całkowicie zdane na łaskę i opiekę swoich rodziców. Ci kochając je zapewniali im konieczne bezpieczeństwo i warunki do życia tak, jak to się stało kiedyś z małym Jezusem. W ten sposób dzieci przy rodzicach nabierały koniecznych i zdrowych zachowań religijno-moralnych oraz społecznych, by w swoim czasie stać się pełnoprawnymi i dojrzałymi obywatelami. Właśnie tę postawę całkowitej zależności dzieci od rodziców opartej na miłości i zaufaniu pochwala Jezus przenosząc je na relacje całkowitej miłości i zaufania każdego człowieka do Boga. Dlatego stawia dziecko jako wzór prostoty i zawierzenia, za którymi nie kryje się jeszcze żaden podstęp ani złe intencje typowe dla naszego świata. Właśnie do takich, w przekonaniu Jezusa, należy Królestwo Niebieskie.

„Pozwólcie dzieciom przyjść do Mnie” (Mk 10, 14)
Pierwszymi, którzy mają bezgraniczny dostęp do Jezusa są właśnie dzieci. Ich niewinność, czystość intencji oraz całkowite zaufanie do starszych, a przez nich często do samego Boga, są rozbrajające. Dlatego bardzo ciężka jest kara dla tych, którzy tę ich postawę zburzą przez nadużycia i moralne zgorszenia. Jezus porównuje ją do przywiązania kamienia młyńskiego do szyi gorszyciela i zatopienia go w rzece. Zgorszenia niszczą zaufanie dzieci do wszelkich relacji osobowych, w tym podstawowe relacje do Boga; relacje, które później bardzo trudno odbudować. Jezus wie o tym i nie każe uczniom zabraniać dzieciom przychodzić do siebie, bo przecież On jest prawdziwą drogą do Ojca. Wręcz proroczo na tym tle może zabrzmieć jego wyrzut skierowany właśnie do uczniów. Bo jak inaczej odebrać dziś skandal seksualny w Kościele? Dlatego Kościół w USA, we współpracy z państwem, kładzie dziś tak wielki nacisk na społeczną ochronę i moralno-duchowe bezpieczeństwo dzieci, ponosząc również finansowe konsekwencje czynów niektórych niegodnych pasterzy.

Rodzice, mimo własnych słabości i czyhających zagrożeń, intuicyjnie wyczuwają to naturalne źródło Boskiej czystości i piękna w Jezusie jako dobrodziejstwa dla swoich dzieci; stąd chcą dalej przyprowadzać je do Jezusa, by kładł na nie ręce i im błogosławił. Dotyk Jezusa i Jego błogosławieństwo stanowią silną rękojmię dobrze obranej i bezpiecznej drogi prowadzącej do zbawienia. Dlatego dalej chcą je chrzcić, po chrześcijańsku wychowywać, zaopatrywać w inne sakramenty i łaski rozdzielane w Jego Kościele. Jezus, jak widać, nie rezygnuje ze swego Kościoła, jakkolwiek cały czas nawołuje: „pozwalajcie dzieciom przychodzić do mnie i nie zabraniajcie im”.