Ja Katolik
Teologia zwykłego zjadacza chleba

Adoracja Najświętszego Sakramentu

Zachwycił mnie artykuł jednego z katolickich autorów amerykańskich ks. R. Barona, z Chicago, na temat potrzeby adoracji Najświętszego Sakramentu. Autor będąc zbulwersowany faktem, że niektórzy teologowie w USA (pada tu konkretnie nazwisko teologa z Notre Dame w Indianie, ks. Richarda McBrien), odrzucają sensowność adoracji Najświętszego Sakramentu i podają go jako przykład intelektualnego zacofania w wierze. Przedstawia jednocześnie teologiczne wyjaśnienie i wielki pożytek takiej adoracji, podpierając się przykładami ludzi wielkiej uczoności, pokroju: św. Tomasza z Akwinu, Jaques Maritaina, św. Edyty Stein, czy Jana Pawła II (dziś już błogosławionego). Udowadnia przy tym, że to właśnie głównie dzięki podobnym adoracjom zostali oni ludźmi wielkiego formatu, a nawet świętymi. Podobnie kardynał Francis George z Chicago (jak zresztą na szczęście wielu biskupów świata), cały czas podkreśla niezastąpioną rolę adoracji Najświętszego Sakramentu dla życia duchowego wiernych i całych parafii. W intencji ożywienia życia duchowego wiernych oraz ich świętości promował istnienie w Archidiecezji Chicago Stowarzyszenia Adoracji Najświętszego Sakramentu im. Jana Pawła II, które działa pod opieką jednego z tamtejszych biskupów. Jak sam stwierdził po pewnym czasie, ich owocem miało być pobudzenie powołań kapłańskich w jego archidiecezji. Przypatrzmy się bliżej sensowi tej adoracji, jej przedmiotowi Bożemu, czyli Bożej obecności, oraz jej ostatecznej formie w Njaświętszym Sakramencie.

Adoracja
Adoracja jest pokorną postawą stworzenia wobec wszechmocnej obecności Bożej. Jako taka jest wyrazem czci i uwielbienia Boga ze strony świadomego, kruchego stworzenia za dzieło stwórcze, utrzymywanie go w istnieniu, i za odkupienie. Nawet nieświadome stworzenia biorą w niej niemy udział poprzez sens i piękno swego istnienia, mimo iż czasem potrafią one istnieć tylko parę chwil. Ludzie natomiast oraz aniołowie adorują Boga świadomie, doznając przez to radości, która płynie z faktu ich istnienia i uczestnictwa w Boskim planie miłości. Adoracja, to słowo pochodzące z łac. adorare, które oznacza: oddawanie czci, sprawowanie kultu, uwielbienie. Są to „zewnętrzne przejawy religijności wyrażające się w formie modlitwy, obrzędów, gestów, które oddają wewnętrzne nastawienie i przeżycia zależności od Boga i oddania się Mu jako wszechmocnemu Stwórcy i Odkupicielowi” (Encyklopedia Katolicka). Jako taka więc jest wyrazem głębszej wiary, czci i oddania, świadomego stworzenia w obecność Boga. Pismo Święte, uzupełniając filozoficzną mądrość człowieka, uczy, że adoruje się Boga ze względu na Jego imię, wielkość, potęgę, majestat i świętość. Bóg sam jawi się względem człowieka jako Bóg miłosierny, bogaty w łaskę i wierny, w przeciwieństwie do ludzkiej niewierności i grzeszności. Ciekawym faktem jest, że Bóg objawia człowiekowi swe imię. Imię wyraża istotę, tożsamość i sens jej życia. Bóg ma zatem imię, nie jest jakąś anonimową siłą. Ujawnić swe imię oznacza pozwolić, by inni mogli nas poznać, w jakiś sposób ujawnić siebie, stając się dostępnym, możliwym do głębszego poznania i do bycia wezwanym po imieniu (KKK 203). Czyż nie jest to już wystarczający powód do adoracji Boga przez człowieka? A cóż dopiero, kiedy doda się całe Jego dzieło opieki i odkupienia?

Boża obecność
Najpierw Boża obecność była odkrywana na tle wielkości i piękna natury, które wskazywały na Stworzyciela. Później szukano jej po omacku w kultach pogańskich, które nierzadko były personifikacją sił natury związanymi z jakimiś konkretnymi naturalnymi miejscami. Objawienie Boże i historia narodu wybranego związała obecność Bożą ze świątynią jerozolimską, jako „domem Boga”. Kiedy do przybytku Pana sprowadzono Arkę Przymierza, Bóg wziął w posiadanie swój dom i obłok napełnił świątynię (1 Krl 8,10). Ten sam obłok wcześniej oznaczał obecność Jahwe w namiocie spotkania Mojżesza, który towarzyszył Izraelitom podczas wyjścia z niewoli egipskiej (Wj 33,9; 40,34-35). Jerozolimę, ze względu na fakt obecności świątyni, nazywano „Jahwe jest tam” (Ez 48,35). Znakiem obecności Bożej dla narodu wybranego był też ołtarz. Ideał zamieszkania Boga w świątyni i Jego tam obecności został skupiony na wieku Arki Przymierza (hilasterion) i pustym miejscu między skrzydłami dwóch aniołów, które raz w roku arcykapłan skrapiał krwią kozłów w Dniu Przebłagania Boga za grzechy Izraela. Jak nas uczy św. Paweł, miejsce to zajął Chrystus, który zamieszkał wśród ludzi w fakcie wcielenia i stał się żertwą ofiarną za nasze grzechy (por. Rz 3,23). Z woli Chrystusa, Jego dzieło zbawcze na krzyżu zostało upamiętnione i sakramentalnie uobecnione w Eucharystii sprawowanej w Jego Kościele. W niej adorujemy Zbawiciela świata, Baranka, który „nabył Bogu krwią swoją ludzi z każdego pokolenia, języka i narodu” (Ap 5,9), oczekując Jego powtórnego przyjścia na końcu czasów, kiedy nastanie „nowe niebo i nowa ziemia”. Od teraz miejscem centralnym każdej katolickiej świątyni jest miejsce zamieszkania Boga w sakramentalnej obecności eucharystycznej, czyli tabernakulum, o czym przypomina wiecznie paląca się lampka. Ona jest z reguły pierwszym znakiem rozpoznawczym każdej świątyni katolickiej.

Najświętszy Sakrament
W tabernakulum jest złożony Chrystus Eucharystyczny nazywany Najświętszym Sakramentem. Jest to rzeczywista, substancjalna i sakramentalna obecność Jezusa Chrystusa pod postacią chleba. Jako taka pochodzi ona z ofiary eucharystycznej, która jest sakramentalnym upamiętnieniem męki, śmierci i zmartwychwstania Syna Bożego, dokonanego dla naszego zbawienia. Poprzez swoją sakramentalną obecność Chrystus chce nam przypomnieć o naczelnym zadaniu człowieka: adoracji i kontemplacji oblicza Bożego w odkupionym stworzeniu pośrodku swego Kościoła. Adoracja Najświętszego Sakramentu przyjęła się w średniowieczu krzewiona głównie w zakonach kontemplacyjnych, a z czasem, dzięki decyzjom Stolicy Apostolskiej, stała się powszechną praktyką Kościoła katolickiego.
Jezuita o. Józef Augustyn podkreśla trzy ważne zadania modlitwy adoracyjnej związanej z Najświętszym Sakramentem. Po pierwsze - uzmysławia ona nam sam fakt istnienia, tak warty przypomnienia szczególnie dziś, kiedy przyszło nam żyć powierzchownie w świecie konsumpcji, zabiegania. Adoracja odrywa nas od rzeczy i uczy nas dobrego ich używania w perspektywie ostatecznego szczęścia. Uczy osobowego stosunku do życia: własnego i naszych bliźnich; docenienia w nim, nie tylko sukcesów, ale również momentów naznaczonych kruchością, słabością i ubóstwem. Po drugie - adoracja umożliwia nam stawianie w obecności Boga i ludzi. Jako taka prowadzi do miłości ludzi. Modlitwa bowiem wychodzi od Boga i prowadzi do ludzi. Wtedy prowadzi do komunii z bliźnimi. Po trzecie - adoracja prowadzi nas ku zdziwieniu, ku kontemplacji Boga, ludzi i nas samych. Pozwala nam patrzeć na wydarzenia w perspektywie Opatrzności Bożej jako na niezasłużony dar Boży. Wtedy rodzi wdzięczność i bliskie przebywanie z tajemnicą Boga i drugiego człowieka. W jej świetle wynosimy wiele twórczych pytań i wątpliwości, które wprowadzają nas w głęboki pokój wewnętrzny, radość, zaufanie: do Boga, do własnego życia i do bliźnich.
Biorąc pod uwagę te wszystkie dobrodziejstwa adoracji Najświętszego Sakramentu, pasterze Kościoła od dawna zachęcają wiernych do jak najczęstszego stawania w tej Bożej sakramentalnej obecności, czy to na chwilowe wstępowanie do kościoła w ciągu dnia, czy na dłuższe, całodobowe czuwanie. Czas bowiem przeznaczony na adoracje sprawia, ze nasze życie we wszelkich jego przejawach staje się coraz bardziej uporządkowane i uświęcone. Nic dziwnego że adoracja jest dziś coraz powszechniej widziana jako niezawodny środek uświęcenia parafii i życia każdego z nas.
(Katolik, Czerwiec 2012, str. 4)