Ja Katolik
Teologia zwykłego zjadacza chleba

4 niedziela zwykła

31 stycznia 2016

Jer 1,4-5.17-19; 1 Kor 12,31-13,13; Łk 4,21-30
I stało się dokładnie to, czego można się było spodziewać. Jezus po swoim wystąpieniu w synagodze w Nazarecie, objawiając swoją misję zbawczą, zostaje odrzucony przez swoich ziomków. Taki jest los proroków: żaden (nie) jest mile widziany w swej ojczyźnie. Mieszkańcy Nazaretu nie mogli uwierzyć, że tak im bliski znajomy, konkretnie syn Maryi i Józefa, cieśli, którego znali, może być zbawicielem posłanym od Boga. To się nie mieści w ich kategoriach myślowych, nie mówiąc o religijnej, starostestamentalnej poprawności. Jezus dolewa jeszcze oliwy do ognia podając przykłady przyjęcia przesłania Bożego w historii Izraela przez cudzoziemców: Eliasz przebywa w domu wdowy z Sarepty Sydońskiej podczas wielkiego głodu i suszy w Izraelu, Syryjczyk Naaman zostaje uzdrowiony z trądu, natomiast nikt z synów Izraela. Jezus koncentruje się na braku wiary u tych ostatnich, której jest wiele u tych pierwszych. I to jest główne przesłanie dzisiejszej ewangelii. Można mieć wszystko pod ręką, jendakże wiara, która jest kluczem zrozumienia Jego przesłania zbawczego, nie pozwala być skuteczną w ich życiu. To sprawia też, że prostytutki i złodzieje, którzy przyjmują z wiarą Jego zaproszenie do nawrócenia, wchodzą do królestwa Bożego przed innymi. Nie dziwi reakcja słuchaczy, którzy czują się dotknięci uwagą Jezusa i chcą Jego śmierci. Ostatecznie bowiem, kryterium wybrania Bożego nie jest przynależność narodowa Izraela, ale miłość Boga, która jednak wymaga wiary w moc Bożą u odbiorców. Cechy tej miłości uwypukla dzisiejsze drugie czytanie w słynnym hymnie św. Pawła o miłości.