Ja Katolik
Teologia zwykłego zjadacza chleba

11 niedziela zwykła

17 czerwca 2018

Jezus naucza dzisiaj o Królestwie Bożym, które ma samo w sobie siłę wzrostu, jeśli się mu pozwoli swobodnie rozwijać, czyli nie przeszkadzać. Porównuje je do nasiona wrzuconego w ziemię, które bez względu na to czy się czuwa czy nie, mocą zakodowanego w nim przez Stwórcę kodu wypuszcza gałęzie przechodząc wszystkie etapy wzrostu każdego drzewa, których gatunek reprezentuje, aż do wydania plonu. Może to być na przykład ziarnko gorczycy, które będąc najmniejsze z nasion potrafi wyrosnąć na potężny krzew pozwalający zagnieździć się pod nim dużej ilości ptactwa. Może nim być pęd drzewa cedrowego, wzięty z jego wierzchołka i zasadzony na nowo w ziemi, który w swoim czasie może wyrosnąć na osobne wielkie drzewo. Ostatni przykład z solidnym drzewem cedrowym, w ustach proroka Ezechiela, który go przedstawia, zawiera jednak przestrogę. Wybrany przez Boga buńczuczny naród Izraelaski może stracić specjalne względy u Boga, bo Bóg w każdej chwili za jego niewierność może złamać gałązkę z jego czubka, czyli z jego mało istotnej odrośli, i wyprowadzić z niej całkiem nowy lud dając mu właściwy kierunek nowego wzrostu. Widac tu wyraźną aluzję do niewiernego narodu izraelskiego, który poprzez swoją niewierność Bożemu Przymierzu, może być zastąpiony nowym ludem. I stało się, kiedy naród Izraelski nie uznał w Jezusie Chrystusie zapowiedzianego Mesjasza, Bóg wybrał sobie nowy naród, Kościół, który w Chrystusie dalej pełni zbawcze plany Boże. Dla każdego z nas płynie osobny wniosek wynikający z dzisiejszych czytań: kiedy człowiek przeszkadza działać w sobie łasce Bożej zgodnie z jej naturą, to ta nie będzie mogła wydać zaplanowanego przez Boga plonu świętości. Wiara, o której mówi dzisiejsze drugie czytanie, jest właśnie tym elementem ze strony człowieka dająca wzrost łaski Bożej w jego duszy.